Archiwa tagu: ubuntu

Pobieranie napisów – Gnapi

gnapi-64Dla {{windows|Windowsa}} istnieje NAPIPROJEKT, służący do pobierania napisów, a zarazem dopasowując je pod kątem rozmiaru pliku, rozdzielczości filmu, oraz wg jego nazwy. Jest to niezwykle przydatny program, a sama baza napisów NAPIPROJEKT jest dosyć obszerna. Co jeśli zechcemy skorzystać z tej bazy na {{linux|Linuksie}}? Znane mi są dwa programy pełniące rolę NAPIPROJEKTU:

  1. QNapi, który wspierany jest przez bibliotece {{qt|QT4}}, oraz
  2. Gnapi, wspierany przez bibliotekę {{GTK}}.

Oba pełnią tę samą funkcję, co ojczysty NAPIPROJEKT – pobierają, dopasowują wypakowują, funkcjonują ;) . Ja w tym opisie, z racji tego, że korzystam ze środowiska graficznego {{Gnome}}; {{Ubuntu}} opiszę ten drugi program, którym jest Gnapi. W zasadzie bardziej podoba mi się od rodzimego NAPIPROJEKTU – z jednej strony dlatego, że mogę ściągnąć wszystkie napisy za jednym zamachem bez „zmuły” komputera. W przypadku NAPIPROJEKTU możemy oczywiście zaznaczyć wszystkie filmy, które posiadamy na dysku, kliknąć prawym przyciskiem i wybrać opcję „Znajdź i dopasuj napisy„, jednakże przy takim rozwiązaniu nasz (a w zasadzie mój) komputer odmawia na parę minut posłuszeństwa, co niezbyt mnie się podoba.

Rozwiązania {{linux|Linuksowe}} mają to do siebie, że mimo posiadanego {{GUI}} możemy używać programów przy pomocy konsoli. Zaleta, wada? Nie mnie to oceniać, ale w przypadku Gnapi jest to zbawieniem. Domyślnie korzystając z tego programu możemy pobierać pojedynczo napisy, co w przypadku kilku filmów/odcinków jest nieco niepraktyczne. {{Linux}} + Gnapi = bezproblemowe ściągnięcie kilku/nastu/set napisów za pomocą jednego polecenia – cud, miód i orzeszki :) .


Witaj ponownie… o internecie

Format, instalacja, dzień zleciał – cóż tu więcej tłumaczyć. {{Windows XP}} chyba pierwszy raz odkąd jestem jego użytkownikiem odmówił mi posłuszeństwa – sformatowałem. Pomyślałem również, że mając świeże {{Ubuntu}} ciekawym pomysłem na wpis może okazać się porównanie samego procesu instalacji, a konkretniej – czasu przebiegu. Swoje porównanie systemów/platform opisywałem już na łamach tego bloga, we wpisie Windows vs Linux. Dziś jednak korzystając z okazji i możliwości stopera, policzyłem sobie w przestrzeni czasowej, jak długo schodzi na poszczególne systemy – ich instalację i doprowadzenie do stanu używalności.


Zapamiętać: NetworkManager jest złe!

O swoich drobnych, czy też większych perypetiach z {{linux|Linuxem}} pisałem już na łamach kilku wpisów: Ubuntu & Kubuntu 9.04, Kubuntu 9.04 zaskoczyło mnie… pozytywnie!, (kolejny) mini-maraton Linuksowy, każdorazowo jednak po instalacji jakiejś dystrybucji ze środowiskiem {{Gnome}} miałem problem z nieznanymi „zamarznięciami” systemu. A w przypadku {{KDE}} problem z samym internetem. W obu tych przypadkach winny był NetworkManager – dlaczego, jakie objawy? O tym dalej.

W przypadku {{KDE}} internet przy użyciu NetworkMenagera internet po prostu nie działał i nie było innej siły, by go uruchomić, jak usunięcie pakietu i ręczna konfiguracja internetu. Najważenijsze, że przy takim rozwiązaniu wszystko zaczynało poprawnie działać.

W przypadku dystrybucji opartych na {{Gnome}} problem był nieco inny, gdyż po prostu internet działał, ale coś powodowało zamarznięcia systemu, których nie mogłem zlokalizować, a co gorsza nie dało się nic zrobić – jedyne co działało, to kombinacja {{SysRq}} i twardy restart systemu. To była generalnie zasadnicza różnica pomiędzy funkcjonowaniem tego pakietu w poszczególnych środowiskach. Nie przyszło mi do głowy, że te „zamarznięcia” systemu w {{gnome|Gnomie}} spowodowane były właśnie tym menagerem. Dziś po instalacji Ubuntu pierwszą rzeczą, którą zrobiłem było usunięcie pakietu NetworkManagera. Efekt? Wszystko działa, jak powinno.


Kubuntu 9.04 zaskoczyło mnie… pozytywnie!

Całkiem niedawno temu pisałem o Ubuntu & Kubuntu 9.04 i o tym, że dystrybucja ta (wydania tej dystrybucji) bardzo mnie zaskoczyła – pozytywnie oczywiście! Przez krótki okres czasu miałem na dysku {{Ubuntu}}, głównie z racji tego, że program partycjonujący mi się przydał do wydzielenia miejsca (to po 1), więc korzystając już z załadowanego {{LiveCD}} postanowiłem zainstalować system (to po 2 – korzystając z okazji ;) ).


Windows vs Linux

Oj w sieci wpisów tego typu jest masa… będzie ich zapewne tyle ile samych opinii użytkowników. Zwolennicy {{Windows|Windowsa}} będą go chwalić, a bezcześcić systemy z rodziny {{Linux}}, a ci drudzy system z {{Redmond}} i tak „w koło Macieju„. Dlaczego tak jest? Może przyzwyczajenie, może zamiłowanie do poszczególnej rodziny systemów, może lenistwo? Któż to wiedzieć może. Pewne jest, że zarówno systemy {{Microsoft|Microsoftu}}, jak i te, które tworzone są przez społeczność {{Open Source}} są równie godnymi uwagi, aczkolwiek jeden nadaje się do czegoś lepiej, a drugi mniej. Nie zamierzam w tym wpisie krytykować poszczególnych systemów, czy też dystrybucji, chcę tylko i wyłącznie pokazać ludziom, że każdy z tych systemów posiada swoje zalety, a wybór powinniśmy dokonywać świadomie, zgodnie z naszymi oczekiwaniami, a nie kierować się opinią innych.