Tryb „Nightscape” w OnePlus 6, wraz z aktualizacją OxygenOS 9.0.2

Dziś dostałem aktualizację dla mojego OnePlus 6, do OxygenOS 9.0.2. Poza oczywistymi już, dla każdej OTA aktualizacjami bezpieczeństwa, dostaliśmy kilka nowych funkcji. Najważniejszą spośród wszystkich jest tryb nocny dla aparatu, tzw. „Nightscape”. Przyznam, że liczyłem na coś pokroju trybu nocnego z Huawei P20 Pro – czy się przeliczyłem? O tym dalej.

Postaram się pokrótce opisać, te większe zmiany. A na samym końcu, o trybie nocnym.


Czy zakup nowego smartfona, jeszcze coś wnosi?

Czy zmiana flagowca sprzed kilku lat na nowego flagowca, coś wnosi? Czy w ogóle opłaca się wymieniać telefony na nowe? Powiem szczerze, że zacząłem się nad tym poważnie zastanawiać. Kilka lat wstecz, nie miałem takich wątpliwości, obecnie – czy to w ogóle ma sens? Smartfony oferują nam wszystko: odtwarzacz MP3, laptop, aparat… Mają wszystko, co nam potrzeba i to już od paru lat.

Jestem fanem marki OnePlus, począwszy od OnePlus One, przechodząc przez OnePlus 3, a obecnie kończąc na OnePlus 6, którego użytkownikiem jestem kilka tygodni. Mniej więcej co 2-4 lata wymieniam telefony na nowe, starając się, by były to flagowe modele. Idąc tym krokiem, każda wymiana telefonu powinna wnosić coś nowego. I tak było po przesiadce z Samsunga Galaxy S2 na OnePlus One. Tak samo było też po przejściu z OnePlus One na OnePlus 3. Ale z OnePlus 3 do OnePlus 6 – już niestety nie.

Nie uważam 6-tki za zły telefon, bo jest on znakomity w każdym calu dla mnie. Świetny wyświetlacz z notchem, którego niekoniecznie wszyscy lubią, a ja zacząłem cenić to wcięcie. Działa jak torpeda. Szybko się ładuje… Ale ja już to widziałem. Dokładnie to samo było w 3-jce. Do tej pory telefon działa znakomicie.

Czy zatem przesiadka z flagowca sprzed 2-3 lat, ma jakikolwiek sens? Można by rzec, że nie wnosi nic nowego, poza aparatem. Bo na tym polu 6 jest lepsza od 3, lecz nadal nie jest to różnica aż tak wielka, bo tam zdjęcia też były dobre.

Zastanawiałem się, z czym to idzie. Może chodzi o brak pomysłów na smartfony, może o to, że już wszystko mamy?! Obecnie, jak śledzę rynek smartfonów, to poza tym, co zmienia się na papierze, to nie dzieje się nic. Każdy telefon jest podobny do innego.

Ktoś może powiedzieć: a… kupiłbyś sobie Galaxy S9+, albo P20 PRO, miazga, widziałbyś różnicę! – nie, nie widziałbym. Bawiłem się w/w urządzeniami, nie jara mnie to. A obnoszenie się z tym, że mam Samsunga albo Huaweia w kieszeni – też na mnie nie działa. Owszem, są to świetne urządzenia, ale w ich cenie jest więcej marki, niż wartości tego, co oferują.


Google usilnie nie chce, by jego komunikator był popularny

Odpoczynek do social media wiąże się z tym, że odizolowałem się od komunikatora Facebooka. Jednakże nie wiąże się to, z całkowitą izolacją od kanałów komunikacyjnych. Posiadam WhatsApp oraz Google Allo. I, jakkolwiek ta pierwsza opcja, wydaje się być oczywistym wyborem, tak ta druga pozostawia nieco do życzenia. W chwili obecnej spośród 15 osób, które korzystają z Allo – trójka, posiada go zainstalowanego.

Po co mi więc ten komunikator? Sam zadaję sobie to pytanie. Wydaje mi się, że za jakiś czas, z racji na to, że komunikator ten będzie preinstalowany na każdym urządzeniu, stanie się bardzo(-dziej) popularny.


Odpoczynek do social media

Z dniem 09.08.2017 – wylogowałem się z social media. Pożegnałem się z FB, poprzez dezaktywowanie konta (bo pewnie będę potrzebował je kiedyś przywrócić), usunięcie aplikacji FB oraz Twittera z telefonu. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, z tego spokoju psychicznego, które towarzyszy w/w krokom. Nie przeglądam już papki publikowanej przez ludzi, umysł stał się czystszy, a przede wszystkim – nagle jest więcej czasu, w teorii. W praktyce po usunięciu aplikacji łapię się na tym samym, co Mateusz Nowak we wpisie o wylogowaniu się z social media.


Zmigrowałem wszystkie zdjęcia do Google Photos. Oszczędziłem miejsce, odświeżyłem pamięć ze wspomnień

Google Photos usługą nową nie jest, nikomu wyjaśniać nie trzeba zasady jej działania. Dawniej nazywało się to Picasa, dziś – po prostu zdjęcia Google. Nie odkryłem Ameryki, w momencie, gdy postanowiłem przenieść wszystkie swoje lokalne zdjęcia do chmury. Wszystkie – albowiem, czemu nie?!

Google daje możliwość wyboru jakości przesyłanych zdjęć. I tym sposobem, jakość oryginalna zapisuje się na przestrzeni dysku Google, umniejszając jego powierzchnię, a wysoka jakość (w większym, lub mniejszym stopniu algorytm kompresuje) daje nielimitowaną przestrzeń – dla mnie bomba. Nigdy wcześniej nie miałem dostępu na swoim urządzeniu do wszystkich zrobionych zdjęć, a teraz jeszcze nie ogranicza mnie przestrzeń dyskowa.