Yerba Rosemonte Especial

Pisałem, że mam zamiar opisywać swoje „doznania” z poszczególnymi próbkami herbat Yerba, tak też robię. Jest to pierwszy z serii wpisów typu: to mi się podoba, a to nie w tym rodzaju herbaty.

Jak pisałem we wpisie No to jestem Mateiczykiem posiadam 5 próbek herbat + 3 saszetki (czyli generalnie 6 próbek). Dziś zacząłem testowanie od herbaty Yerba Rosemonte Especial. Cóż mogę rzec? Jest na pewno delikatna jeśli chodzi o samo picie. W porównaniu do Taragui jest na pewno delikatniejsza w smaku. Taragui sprawia początkowo wrażenie takiej ostrej, drażniącej herbaty – coś porównywalnego z mocną czarną herbatą. Kolejne zalania jednak sprawiają, że robi się taka milutka do picia. Rosemonte Especial natomiast sprawia w moim odczuciu coś takiego kompletnie innego, kompletnie… dziwnego.

Pierwsze zalanie

Standardowo, otwierasz opakowanie i widzisz/czujesz zapach siana. Rosemonte Especial posiada małe gałązki, których w przypadku posiadanej przeze mnei Taragui nie było (tak, wersja bez gałązek i z gałązkami). Wg opisu Rosemonte Especial posiada w swoim składzie drzewo różane i może właśnie przez to ma taki specyficzny aromat, o którym opiszę dalej.

Ok sam wygląd, surowy zapach – nie odbiegają od innych rodzajów herbaty. Jednak po zalaniu, mój pogląd totalnie się odmienił. Rosemonte Especial pachnie, jak suszone śliwki. Nie ma specyficznego zapachu siana, a paskudny zapach suszonych śliwek z lekką nutką mokrej wysuszonej trawy/siana. Odczucie zapachowe więc odrzuciło mnie od tej herbaty na sporą odległość i nabrałem dystansu do Yerby dochodząc do wniosku, że faktycznie są lepsze i gorsze. Nie żałowałem więc w tym momencie zamówienia próbek, ale żałowałbym jeśli zakupiłbym 0,5kg, albo 1kg tejże herbaty, bo akurat Rosemonte Especial zaliczała się do moich liderów.

Dobra, zapach to nie wszystko, na (nie)szczęście. Przy pierwszym zalaniu w smaku herbata ta smakuje identycznie, jak pachnie. PA-SKU-DNIE! Pomyślałem jednak – nie ma się co zniechęcać, bo pierwszy łyk czegoś nowego, innego, ma prawo tak smakować. Piłem dalej i z łyku na łyk uciekała powoli ta woń śliwek, a sam smak robił się taki bardzo delikatny, ale wciąż Yerbowy.

Podsumowując aromaty z pierwszego zalania, to muszę przyznać, że mieszane uczucia wytworzyła we mnie ta herbata. Doszedłem również do wniosku, że nie należy oceniać książki po okładce – dosłownie, oraz w przenośni, bo pomimo opisu tejże herbaty i początkowym domniemaniu, że te gałązki róży mogą wprawić Yerbę w delikatny, różany nastrój; na początku się przejechałem, ale później było tylko coraz lepiej. Z łyku na łyk mój dystans do Rosemonte Especial skracał się, a przekonanie do tego ohydnego zapachu i zdystansowania do smaku zanikał.

Mogę jeszcze powiedzieć tylko tyle, że zimna smakuje dużo lepiej niż ciepła. A, i tego aromatu róży w cale nie czuć. Albo moje kubki smakowe o porze picia, jeszcze śpią (godzina 10).

Drugie zalanie

Świetny smak – od tego musiałem zacząć. Bardzo delikatny aromat. Wyczuwa się jakiś posmak, ale trudno sprecyzować, czy to jest właśnie ta róża. Nie daje tak czystego smaku, aromatu Yerby, co Taragui – bo jest smak i aromat o wiele delikatniejszy i przyjemniejszy dla podniebienia. Zamiast zalewać raz i czekać na drugie zalanie, przeleję sobie każdorazowo pierwsze zalanie do jakiegoś termosu i wymieszam z drugim, żeby utemperować nieco ten ostry aromat pierwszego zalania.

Zapach natomiast, delikatnie uległ zmianie – jest więcej śliwek, mniej siana 8).

Trzecie zalanie

Zapach – wody. Straciła kompletnie swój śliwowy zapach. Coś tam delikatnie się wyczuwa, że to nie jest sama woda, ale mimo wszystko już nie czuć ani śliwek, ani siana. Kompletnie zużyty napar.

Co do smaku: pierwszy łyk smakował, jak za drugim zalaniem. Podkreślam, pierwszy. Kolejny już niczym nie przypomina Yerby, czy też cokolwiek innego. Smakuje niczym woda z bardzo słabym ekstraktem, czegokolwiek, co nie jest sokiem. Do tego bombilla mi się zatkała niewiedząc jak.

Co do kolejnych zalań – podejmę jeszcze jedną próbę, ale nie liczę na żadne fajerwerki. Prawdopodobnie będzie w wywarze więcej wody, niźli śliwek (sic!).

Cóż, dzień zakończę pod twierdzącym znakiem – nie zamówię na pewno Rosemonte Especial w większej ilości, nie polecę jej też jakoś szczególnie mateistom (tak to się  chyba odmienia, bo jest mateista, są mateiści). Nadaje się na sporadyczny odskok od standardowego smaku, ale nie jest jakaś genialna.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Rozmyślenia, Z życia i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Yerba Rosemonte Especial

  1. inzaghi89 pisze:

    Wziąłem sobie dzisiaj zrobiłem Rosemonte Especial ponownie – podeszła mi :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*