Ubuntu 8.10 – szybkie (po)żegnanie

Od pewnego czasu dość mocno ciągnęło mnie do instalacji/powrotu do Ubuntu, zainstalowałem go więc. Aczkolwiek napisanie, że zainstalowałem go jest zbyt małym słowem. Pół dnia zmarnowałem na jego instalacji! Problem zaczął się od chwili, gdy należało wydzielić trochę miejsca pod instalację. Przeznaczyłem do tego celu tradycyjnie 20GB z dysku. Do podzielenia użyłem tradycyjnie Partition Magic’a.

Ok 20GB do wydzielenia, bułka z masłem! Instaluję program, uruchamiam wydzielam miejsce, wszystko idzie jak powinno. BŁĄD! Error #993 wtf? Okazuje się, że Partition Magic odnalazł uszkodzone klastry na dysku (czy też sektory). Myślę sobie, że luz.. sprobuję ponownie i będzie ok – jednakże bez zmian. Postanowiłem skorzystać więc z systemowego partycjonera z Ubuntu, jakim jest GParted. Jednakże on również wyświetlił mi błędy klastra, ale opisał, co i jak zrobić! Czynność niezwykle prosta.

  • Po uruchomieniu Windowsa uruchamiamy linię komend (start / uruchom / cmd)

chkdsk /f

  • po weryfikacji uruchomiłem partycjoner – działa!

Wreszcie udało się wydzielić te 20GB dla Linuksa. No to jedziemy, free space jest, wsadzam LiveCD, resetuję PC. Wszystko do tej pory przebiega znakomicie. Zainstalowałem system, jak to zwykle bywa bez problemów (jak to z Ubuntu bywa/ło).

Po instalacji system ładnie wstał, nic się nadzwyczajnego nie działo. Nadszedł potem czas na aktualizację i włączenie sterowników własnościowych  – tu również nie było żadnego problemu.

Z wersją 8.10 systemu (po aktualizacji zdaje się, że to 8.10.1 było?) obyłem się coś 1 godzinę. Pobawiłem się programami, uruchomiłem kilka zainstalowanych gier spod Windowsa i zdziwieniem okazało się, że Wine podążało również w złą stronę (również, bo Ubuntu z wersji na wersję się stacza). Nie wiem dlaczego, ale jakoś wygląd nowej wersji, czy też czcionki, nie potrafię tego wyjaśnić, ale czułem się używając go, jakbym wyszedł z jakiegoś ekskluzywnego hotelu i wszedł do altany śmietnikowej. Nic na lepsze się nie zmieniło, ba na gorsze tak! Przedtem konfigurując sieć wszystko się zapisywało, teraz muszę szukać po zakładkach opcji, by moje ustawienia stały się domyślnymi, a nie nadpisywały się poprzez te systemowe – szał ciał!

Kolory nie trzymają się kupy, mimo ustawienia jednego motywu systemu wciąż widze kilka odcieni zamiast jednego (w wersji 8.04 było ok wszystko).

Sterowniki własnościowe, podczas których instalacji miałem wybór dwóch wersji, a po aktualizacji całego systemu aż trzech wersji! Z czego tylko jedna była rekomendowana, a w samym menadżerze tych sterowników jakieś wiejskie guziczki, które może 5 lat temu robiłby wrażenie, ale teraz raczej odstraszały, a poza tym za duże do tego były.

Ogólnie cieszę się, że zainstalowałem Ubuntu i przekonałem się na własnej skórze, że nie ma do czego wracać, a mój wymarzony system (wersja 7.04) pozostanie w moich wspomnieniach ;) .

No cóż sfrustrowany systemem, postanowiłem go usunąć i potraktowałem go niestety zbyt brutalnie – scaliłem partycje nie licząc się z tym, że usunę tym samym GRUB’a. No i tutaj rozpoczęły się problemy, bo system nie mógł wystartować. A że nie jestem jakimś fenomenem i uczę się na błędach (dzięki Ci za internet w telefonie, o jego twórco ;) ) odnalazłem rozwiązanie, jak naprawić rozruch systemu i przywrócić Windowsowy bootloader.

Potrzebne nam będą:

  1. płyta CD z Windowsem
  2. napęd CD! ;)

Dobra, pomijam he he ;) . Gdy z płyty załadują się wszystkie składniki, mamy do wyboru R naprawę systemu, oraz Enter instalację systemu. Przy wyborze R przechodzimy w tzw. tryb odzyskiwania. W trybie tym wybieramy system, który chcemy odzyskać/naprawić, jeśli posiadamy tylko jeden, to jest on pod cyfrą 1.

Następnie wpisujemy kolejno zatwierdzając enterem dwie komendy:

fixboot

fixmbr

Każdą z nich akceptujemy wpisując t/tak, upewniwszy się wcześniej, że tego chcemy (czytajcie komunikaty!). No i to wszystko :) .

Ostateczne wrażenia?! Ubuntu się stacza, stacza się Ubuntu. To nie jest ten system, jakim go zapamiętałem, sprawia to, że nie mam ochoty już do niego wrócić i jak dotychczas polecałem tę dystrybucję innym, tak teraz ODRADZAM! Stacza się i powtórzę to jeszcze raz, że się stacza! Gdyby dystrybucja utrzymała poziom wersji 7.04, czy też 7.10 (choć 7.04 bardziej mi przypadła do gustu), to byłby system godny polecenia i uwagi, a teraz? Won! Nie chcę o tym słyszeć.


Komentarze

4 odpowiedzi na „Ubuntu 8.10 – szybkie (po)żegnanie”

  1. […] początku miesiąca usiłowałem przemóc się do korzystania z Linuksa (a właściwie powrocie), co skutecznie wybiło mi z głowy Ubuntu. Po sformatowaniu partycji i […]

  2. […] do korzeni (2 systemy) i rozpocząłem swoją przygodę na nowo, zaczynając oczywiście od Ubuntu, a później Fedorę i openSUSE – tutaj jednak rozpoczęły się problemy ze sterownikami do mojej […]

  3. Moje rozstanie z tą wersją Ubuntu było równie szybkie.

  4. […] zmian na lepsze (jak dla mnie oczywiście, w odniesieniu do poprzedniej wersji, o której pisałem Ubuntu 8.10 – szybkie (po)żegnanie). Z zauważonych zmian mogę […]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *