Portal 2 ukończony

Dość długo zbierałem się w sobie by napisać coś na temat ukończonego przeze mnie Portala 2. Oczekiwałem ze zniecierpliwieniem na tę grę, moje oczekiwania nie okazały się nad wyraz duże, bowiem gra niemal w 100% je spełniła. Valve udowodniło tym samym iż gra jest warta poświęcenia kilku godzin swego życiorysu, by spędzić je w dość kreatywny i przyjemny sposób. Jednakże również w tym przypadku, poza wspaniałym humorem, ciekawą fabułą, oraz samą rozgrywką (wliczając to również co-opa) są niedociągnięcia/braki/udziwnienia (niepotrzebne skreślić).

Nie ma się jednak co zniechęcać do tego tytułu, jest to wyśmienita gra, a drobne niedoróbki rekompensowane są czym innym w grze. Mogłaby być dłuższa. Mogłaby… niestety. Tutaj jednak uwidacznia się nastawienie Valve na przyszłościowy zarobek – DLC (na dodatkach do gry). Widać po trailerach iż nie wykorzystano wszystkich urządzeń. Na trailerach widać również mapy, których nie ma w grze. Mam nadzieję jednak, że w przypadku DLC Valve pójdzie po rozum do swych układów scalonych i nie będzie chciało za dodatki kwot z pogranicza 100zł.

Rzeczy przyjemne – humor

Jest to najprzyjemniejszy aspekt gry. Od niemal samego początku do końca gry towarzyszy nam Wheatley – mała biała kulka z niebieskim oczkiem. Dzięki niemu gra od samego początku uruchomi na waszych ustach banana mode.

Wheatley
Poniższe dwa akapity zawierają spoiler, opisana jest w nich bowiem fabuła gry.

Na początku jednak mamy do czynienia z tym dobrym Wheatley’em, który prowadzi nas za rączkę, niczym opiekun. Stara się nas wyprowadzić z laboratoriów Aperture Science Enrichment Center i zniszczyć niesforną GLaDOS, która robi wszystko by odwdzięczyć się nam za jej zniszczenie z poprzedniej części (tak, chce nas zabić).

Śmierć od wieżyczek?

W momencie jednak, gdy podążając zgodnie z fabułą gry osadzamy Wheatley’a na miejscu GLaDOS rozpoczyna się burdel. Wheatley rozpoczyna siać zniszczenie i spustoszenie, które GLaDOS potrafiła kontrolować. On jednak nie daje rady na natłokiem informacji i przeznaczeniem – testowanie. Naszym celem staje się teraz zniszczenie Wheatley’a, tego dobrego, z nieświadomym poczucia swego humoru.

Koniec spoilera. Teraz czas na opisanie rzeczy w grze, które mi się podobały, poza fabułą.

Grafika i fizyka gry

Z pewnością mnie zadowoliła. Grałem na swoim laptopie na najwyższych z możliwych detali, bez żadnej przycinki. Jest to jedna z rzeczy, która sprawia że jestem fanem gier od Valve, szczególnie tych na silniku graficznym Source z silnikiem fizycznym Havok. Ubóstwiam te gry. Mają one małe wymagania sprzętowe, zachwycającą grafikę oraz fizykę, a co najlepsze – gra zadziała nawet na starym sprzęcie bez problemów.

Oprawa dźwiękowa

Kolejna rzecz, której nie można się doczepić. Jest super! Wprawdzie chciałbym ujrzeć grę z polskim dubbingiem, ale jestem zadowolony z podstawionych głosów oraz napisów. Jest dobrze.

Humor

Taniec po ukończonym labiryncie

Humor w grze jest na naprawdę wysokim poziomie. W tę grę nie grałem tylko i wyłącznie ze względu na liczne łamigłówki i wyzwania. Uruchamiałem ją – by się pośmiać. W końcu niewiele jest gier, które dostarczają rozrywki na tak wysokim poziomie, a do tego potrafią nas rozbawić. Nie wiem skąd Valve czerpał te humorystyczne wstawki, ale odnoszę wrażenie że w przypadku tej gry każda nacja będzie potrafiła zrozumieć ten humor, bowiem nie wydaje mi się on specyficznym.

Przez te wstawki humorystyczne chcę zagrać w grę jeszcze raz – tak, nie przejadło mi się.

Nie wszystko jest takie cudowne

Niestety, jeśli chodzi o ten tytuł nie jest do końca tak cudownie, jak by się wydawać mogło. Stosunek ceny do spędzonego czasu przy grze jest średni. Gra, która kosztuje 150zł dostarczyła mi rozrywki na około 12h (przejście całego single playera, wraz z co-opem). Nie uważam by ten wynik był zadowalający do takiej ceny. Nie twierdzę jednak, że jest źle.

Z innej beczki – łamigłówki. Niemal cały tryb single player przeszedłem bez zatrzymania się. Problem sprawiły mi tylko pojedyncze labirynty w ostatnich chapterach, w których musiałem się nieźle nagłowić, by je przejść.

Nie było odkurzacza! Jest to taka rura zasysająca, którą pokazali na trailerach i na nią najbardziej byłem napalony. Bardzo chciałem zagrać by pobawić się tym urządzeniem. Cóż… tutaj właśnie wracamy do punktu DLC. Oj pogrywa sobie Valve z fanami, pogrywa.

Zakończenie jest niemal identycznie, jak w przypadku pierwszej części. Tutaj się nie wysilili niestety. Jeśli graliście w pierwszą część, wiecie że do zniszczenia GLaDOS trzeba było zebrać jakieś tam rdzenie i je spalić. Tutaj jest identycznie. Pomaga nam GLaDOS rzucając rdzeniami, które musimy wycelować w Wheatley’a, by go zniszczyć. Oj Valve drogie Valve. Cała gra na tak wysokim poziomie… mogliście zakończenie inne wymyślić.

Ogólnie jednak rzecz ujmując…

gra ta jest warta poświęcenia swego czasu. Dostarczy nam rozrywki na te 12 godzin, ale będzie to niezapomniane 12 godzin. Gwarantuję wam, że jeśli czuliście niedosyt po przejściu pierwszej części tej gry, tutaj nie będzie raczej takiego problemu. Pozostanie drobny niesmak, ale zalety gry zakryją go z pewnością.

Co-op

Pamiętajcie również o tym, że gra posiada tryb co-op, który dostarczy wam również sporo rozrywki. Niektóre labirynty na prawdę stawiają graczom wyzwanie i jeśli nie uruchomicie szarych komórek razem ze znajomym – zapomnijcie o przejściu (przyznasz duRin, że co dwa roboty, to nie jeden?! ;) ). Tryb ten jest znacznie trudniejszy od single playera. I to nie tylko ze względu na fakt zbudowania trudniejszych labiryntów, ale również z racji na to iż trzeba myśleć za siebie no i za znajomego. Rozwiązania nie zawsze są tak proste, jak to mogłoby się wydawać.

Więcej moich zrzutów ekranowych macie o tutaj.

SPAAAAAAAAAAAAAAAAACE!


Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *