Archiwa tagu: google

Zmigrowałem wszystkie zdjęcia do Google Photos. Oszczędziłem miejsce, odświeżyłem pamięć ze wspomnień

Google Photos usługą nową nie jest, nikomu wyjaśniać nie trzeba zasady jej działania. Dawniej nazywało się to Picasa, dziś – po prostu zdjęcia Google. Nie odkryłem Ameryki, w momencie, gdy postanowiłem przenieść wszystkie swoje lokalne zdjęcia do chmury. Wszystkie – albowiem, czemu nie?!

Google daje możliwość wyboru jakości przesyłanych zdjęć. I tym sposobem, jakość oryginalna zapisuje się na przestrzeni dysku Google, umniejszając jego powierzchnię, a wysoka jakość (w większym, lub mniejszym stopniu algorytm kompresuje) daje nielimitowaną przestrzeń – dla mnie bomba. Nigdy wcześniej nie miałem dostępu na swoim urządzeniu do wszystkich zrobionych zdjęć, a teraz jeszcze nie ogranicza mnie przestrzeń dyskowa.


Czy antywirus na Androida, to faktycznie konieczność?

Ostatnie dni w moim newsfeedzie sponsoruje Android i Antywirusy na ten system. Drugorzędny jest wirus o nazwie Xavier, lub poprawniej Malware o nazwie Xavier. Pojawiają się coraz to nowsze testy, porównania antywirusów. Ale czy jest to faktycznie niezbędne, czy aby nie jest to zwykła „nagonka” medialna, kolejna mrzonka?!

4 dni temu w sieci pojawiły się informacje dotyczące Xaviera (czytaj New Android malware Xavier quietly steals your data), który to kradnie nasze dane. Ryzyko jest, nie można temu zaprzeczyć, ale czy antywirus jest dla użytkowników obowiązkową pozycją? Wydaje mi się, że jest to zwykła nagonka medialna. Nie można określić tego zmową, ale zwróćcie uwagę na pewien zbieg okoliczności.

Google na konferencji z 17 maja ogłosił nowe funkcje w Android O, równocześnie informując o aktualizacji aplikacji Google Play Protect. W chwili obecnej, aplikacja ta daje nam możliwość blokowania urządzenia, czy też śledzenia go przez internet. Aktualizacja ma dodać funkcje antywirusa i antymalware.

Ok, pojawiły się informacje o aktualizacji, i nagle antywirusy na Androida stały się niezbędne.

Wirusy były, wirusy będą, a to, czy moje urządzenie jest podatne na niego, nie jest związane z pojawianiem się nowych szkodników, a raczej głupotą użytkowników. Świadomy użytkownik, który wie, do czego dana aplikacja służy, czyta opinie na temat programów i gier, odwiedza pewne (sprawdzone) strony internetowe i świadomie surfuje po internecie – nie jest narażony na złośliwe oprogramowanie.

Drugą ciekawostką związaną z oprogramowaniem antywirusowym jest to, jak ono działa. Owszem, skanuje kod aplikacji, ale nie ma tutaj skanera aktywnego, tak jak w przypadku programów na Windowsa chociażby. Chcący zweryfikować, czy na naszym urządzeniu jest złośliwy kod – musimy wykonać ręcznie akcję skanowania. Wydaje się to być abstrakcyjne. Po co mi skaner, który w rzeczywistości nic nie robi. To jak noszenie ze sobą szczepionki przeciw gruźlicy i podanie jej w momencie, gdy mamy 100% pewność, że jesteśmy chorzy.


Google funduje nam kolejny komunikator, Supersonic

Google, krótki czas po informacji o rozdzieleniu Hangouts na dwa komunikatory, postanowiło zaprezentować nam (i tu uwaga, werble), kolejny komunikator. Czujecie się zaskoczeni? Ja nie. Za jakiś czas, Google powinno wpisać w swój logotyp „Yet another Instant Messaging Company„. Niebawem będą mieć tyle komunikatorów, ile dobra prostytutka adoratorów.

No dobra, dobra. Co tym razem. Otóż, i tu kolejne zdziwienie – dostaniemy zwykły komunikator. Tak. Dostaniemy od firmy komunikator, który pozwoli nam na pisanie ze znajomymi. Jest tylko jedna zmienna w tej całej gonitwie: komunikator pozwoli nam przekształcać głos na tekst.

Czy ja już tego gdzieś nie widziałem? Widziałem, oczywiście że tak. To samo możemy zrobić jeśli skorzystamy z pisania głosem. Dokładnie to samo. Po co więc nam kolejny twór przeznaczony na straty… Google, zrób porządek ze swoimi łopatkami, grabkami, uporządkuj piaskownicę i zrób coś od A, do Z, jak na Alphabet przystało.

Więcej na temat superśmiesznego komunikatora od Google znaleźć można w sklepie. Tak, jest to już dostępne, ale nie dla PL.

P.S. Gdyby kiedykolwiek miało powstać intro dla Google, związane z ich produktami/komunikatorami. To idealne byłoby połączenie intra z dwóch bajek.

 


Snapmoda czymś, czego totalnie nie potrzebujesz, a mieć będziesz

Komunikatory prężnie się ostatnio rozwijają. Nie budzi więc wątpliwości fakt, iż programiści dodają coraz to nowsze funkcje do nich. Mieliśmy możliwość pisania, zostały dodane możliwości przesyłania plików, następnie nagrań audio, później rozmów audio, aż w końcu rozmów audiowizualnych. Po drodze pojawiły się pomniejsze funkcje i opcje, jak np. emoji, naklejki, itd.

Pojawił się Snapchat

Korzystałem z nań, przez krótki okres czasu. Powiedzieć można – kilkutygodniowy epizod. Pamiętam, że cieszyłem się możliwościami modowania go, za pomocą Xposed na swoim OnePlus One. Każdy, kto kiedykolwiek z tego korzystał, wie, że nie ma tam możliwości robienia zrzutów ekranu. Ja mogłem. Nie było możliwości maziania po zdjęciach, Xposed to obchodził. Chciałeś wrócić do poprzedniego snapa – no problem.

Sama wizja ulotnych ((Dla tych, co nigdy nie korzystali – zdjęcia i wiadomości na snapie znikają po X sekundach. Podobno całkowicie i na zawsze.)) wiadomości była super. Jeśli miałeś ochotę wysłać znajomemu głupie zdjęcie, nie zalewać internetowych serwisów swoimi słitfociami (Instagram, Twitter, FB). Było to znakomite miejsce dla ciebie. Wszakże można było uniknąć fal hejtu w komentarzach. Widzieli to znajomi, hermetyczna grupa odbiorców, lub bezpośrednia osoba/grupa.

Fajne, też to chcemy

Aż w końcu bum. BUM! Wielkie je-bu-dub. Programiści uznali, że jest to super sprawa, na tyle żeby wpakować to do każdego swojego dzieła. Powielenie funkcji snapa pojawiło się w Instagramie, Messengerze, aż w końcu nadszedł czas również na WhatsAppa. Dlaczego piszę o tym ostatnim, jako również? Jest to obecnie mój faworyt i ulubiony komunikator. Szczerze powiedziawszy, chciałbym by poza nim nie było nic więcej. No, dałbym się przekonać do Allo jeszcze. A najlepiej jeśli byłby dostęp powszechny do RCS.

Zastanawiam się, po co?!

Po co dodawanie do komunikatorów; powielanie tych samych funkcji. Było Gadu-Gadu – można było pisać. Zrobili z tego kombajn. Przyznajcie się, kto do tej pory korzysta z GG, jako sieci? Nie mówiąc tu już o tym, że mało kto używa ich oficjalnego komunikatora do komunikacji.

Może zamiast powielać funkcje z komunikatorów, popracować nad unifikacją. Czymś, co z założenia miał oferować XMPP. Gdyby każda firma nie poszła w stronę zamykania się wewnątrz swojej sieci, mielibyśmy nieograniczone możliwości komunikacyjne. Z każdym, wszędzie, z jednym komunikatorem. Po cichu liczę, że osiągniemy ten sam efekt w związku z implementacją RCS do sieci komórkowych. Operatorzy – do dzieła. Wrócimy do „SMSów”!


Nie każdy komunikator może być Allo

Kilka tygodni temu światło dzienne ujrzał komunikator Duo od Google. Dziś, spod „rąk” tej samej firmy, wypuszczony został komunikator Allo. Wyczekiwałem jego premiery. Byłem bardzo ciekaw tego, co zaoferuje i co nowego będzie w stanie zaprezentować i wprowadzić. Z jednej strony bardzo sceptycznie spoglądałem na kolejny komunikator.  Kolejny spod bandery Google. Mieliśmy już Google Talk, który to miał okazję stać się czymś więcej – uśmiercony, przemianowany na Hangouts. Ten zaś nie przyjął się w naszym kraju mimo preinstalowania w systemie.

Google podeszło do sprawy od dupy strony. Po co rozwijać coś, co się nie przyjęło, zróbmy nowe, lepsze, ciekawsze – czy aby na pewno? Czy da się jeszcze wnieść powiew świeżości do rynku komunikatorów, który jest przepełniony? Tak, da się, i Google to pokazuje.