Archiwa tagu: google

Porównanie aparatu w Huawei Mate 20 Pro, a Google Pixel 5

Przez dość długi czas poszukiwałem jakiegoś godnego następcy dla Huawei Mate 20 Pro. Głównie ze względu na to, co dzieje się z ów firmą i USA. Uważałem to urządzenie za całkiem ok, ale nie pozbawione wad. Padło na Google Pixel 5, z obawami… ale przesiadkę uważam za udaną. I tak… z tego telefonu jestem zadowolony.

Ciekawostką w Google Pixel 5 jest to, że posiada on leciwą już matrycę 12 mpx, więc z założenia i tego, co jest na papierze – powinien wypadać dużo gorzej od Huawei Mate 20 Pro pod względem aparatu i zdjęć. Ten drugi bowiem posiada główny obiektyw 40 mpx. Wg mnie jednak wcale nie wypada lepiej. A w większości testowanych przeze mnie scen – wypada niestety gorzej. Dużym plusem Pixela jest też to, że w dynamicznym otoczeniu, automatycznie może on wykonywać sekwencję zdjęć, zamiast jednego ujęcia. Oznacza to, że jeśli zrobię niewyraźne zdjęcie – mogę wybrać inne ujęcie, lepsze.


Usuwanie preinstalowanych aplikacji na Huawei Mate 20 Pro (i nie tylko)

Android

Bolączką nowych smartfonów jest to, że często posiadają niepotrzebne aplikacje. Jest kilka nazw na nie: stockowe appki, bloatware, crapware – jakkolwiek by ich nie nazwał, są bezużyteczne. Dla niektórych może to być Google Duo, dla innych Swiftkey, dla jeszcze innych Facebook. Każdą z nich można łatwo i szybko usunąć, bez roota1.

Najczęściej, gdy nie mamy sposobności do usunięcia preinstalowanej aplikacji, widzimy coś takiego:

Co będziemy potrzebować

  1. Aplikację App Inspector;
  2. SDK-Slim (aka adb);
  3. Dostęp do Opcji programisty2;
  4. Kabel podpięty do telefonu i komputera;
  5. Trochę szczęścia, żeby nie usunąć czegoś, co jest potrzebne :D.
  1. Nabywanie uprawnień administratora, do zarządzania urządzeniem. Wiąże się to najczęściej z utratą gwarancji producenta. []
  2. By włączyć dostęp do opcji programisty, musimy wejść w ustawienia urządzenia > Informacje o urządzeniu > 5x nacisnąć na Numer kompilacji. []

RCS finalnie w Polsce

Od kilku dni media trąbią o wprowadzeniu standardu RCS w Polsce – w końcu! Nie chodzi tutaj nawet o to, że doczekaliśmy się jako kraj tej aktualizacji, ale o fakt wprowadzenia takiego standardu. Wg mnie usługa tego typu powinna być już od przynajmniej 10 lat. I tak, ma to Apple, ma iMessage. Od teraz Android ma RCS, które działa dokładnie tak samo.

Dziwi fakt rolloutu tego protokołu z niewielkim pośpiechem, a zarazem dziwi, że dopiero teraz Google uświadomił sobie, że nie potrzebuje wsparcia od strony operatorów do wdrożenia standardu. Dlaczego szydzę? Protokół działa po sieci – dosłownie jak WhatsApp. Po co zatem wprowadzanie nowego protokołu u operatora, skoro wystarcza samo połączenie z internetem?! Google’owi zajęło to dwa lata, o „swoim” standardzie poinformowali w kwietniu 2018 roku w ramach zamknięcia projektu Allo i przeniesieniu teamu do pracy nad RCS.

Cóż, w tym przypadku upadek Allo był odwrotnie proporcjonalny do prędkości wdrożenia RCS ;).

Dlaczego kibicuję i uważam, że akurat ten standard i ta forma komunikacji się przyjmie? Jest domyślnie dostępna w aplikacji Wiadomości Google, więc na większości urządzeń Google’a – tak samo jak iMessage. Jest bezpłatne i jest bardzo proste w obsłudze.

A mnie cieszy to, że mam i używam.


Google usilnie nie chce, by jego komunikator był popularny

Odpoczynek do social media wiąże się z tym, że odizolowałem się od komunikatora Facebooka1. Jednakże nie wiąże się to, z całkowitą izolacją od kanałów komunikacyjnych. Posiadam WhatsApp oraz Google Allo. I, jakkolwiek ta pierwsza opcja, wydaje się być oczywistym wyborem, tak ta druga pozostawia nieco do życzenia. W chwili obecnej spośród 15 osób, które korzystają z Allo – trójka, posiada go zainstalowanego.

Po co mi więc ten komunikator? Sam zadaję sobie to pytanie. Wydaje mi się, że za jakiś czas, z racji na to, że komunikator ten będzie preinstalowany na każdym urządzeniu, stanie się bardzo(-dziej) popularny.

  1. Nie mam, jest mi z tym dobrze. Koniec. Kropka. []

Zmigrowałem wszystkie zdjęcia do Google Photos. Oszczędziłem miejsce, odświeżyłem pamięć ze wspomnień

Google Photos usługą nową nie jest, nikomu wyjaśniać nie trzeba zasady jej działania. Dawniej nazywało się to Picasa, dziś – po prostu zdjęcia Google. Nie odkryłem Ameryki, w momencie, gdy postanowiłem przenieść wszystkie swoje lokalne zdjęcia do chmury. Wszystkie – albowiem, czemu nie?!

Google daje możliwość wyboru jakości przesyłanych zdjęć. I tym sposobem, jakość oryginalna zapisuje się na przestrzeni dysku Google, umniejszając jego powierzchnię, a wysoka jakość (w większym, lub mniejszym stopniu algorytm kompresuje) daje nielimitowaną przestrzeń – dla mnie bomba. Nigdy wcześniej nie miałem dostępu na swoim urządzeniu do wszystkich zrobionych zdjęć, a teraz jeszcze nie ogranicza mnie przestrzeń dyskowa.