Archiwa tagu: android

Przesiadka z OnePlus 6 na Huawei Mate 20 Pro

Szczególnie, to nigdy nie zanosiło się na to, bym lgnął do produktów innych aniżeli OnePlus. Miałem One, miałem 3, i miałem 6. Te dwa ostatnie użytkuje (użytkowała) Żona. Miałem fajną okazję na Huaweia, a Żonie trójeczka odmawiała posłuszeństwa. Padło na Mate’a.

Parametrami obydwa telefony są do siebie dość zbliżone. Nie będę się rozwodził więc nad specyfikacjami technicznymi. Tym bardziej, że doskonale opisane jest to chociażby na mGSM. Bardziej więc chcę się skupić nad własnymi doświadczeniami – z pkt. widzenia użytkownika jednego i drugiego urządzenia. Zacznę od rzeczy, które rzucały mi się po kolei w oczy.


Tryb „Nightscape” w OnePlus 6, wraz z aktualizacją OxygenOS 9.0.2

Dziś dostałem aktualizację dla mojego OnePlus 6, do OxygenOS 9.0.2. Poza oczywistymi już, dla każdej OTA aktualizacjami bezpieczeństwa, dostaliśmy kilka nowych funkcji. Najważniejszą spośród wszystkich jest tryb nocny dla aparatu, tzw. „Nightscape”. Przyznam, że liczyłem na coś pokroju trybu nocnego z Huawei P20 Pro – czy się przeliczyłem? O tym dalej.

Postaram się pokrótce opisać, te większe zmiany. A na samym końcu, o trybie nocnym.


Zmigrowałem wszystkie zdjęcia do Google Photos. Oszczędziłem miejsce, odświeżyłem pamięć ze wspomnień

Google Photos usługą nową nie jest, nikomu wyjaśniać nie trzeba zasady jej działania. Dawniej nazywało się to Picasa, dziś – po prostu zdjęcia Google. Nie odkryłem Ameryki, w momencie, gdy postanowiłem przenieść wszystkie swoje lokalne zdjęcia do chmury. Wszystkie – albowiem, czemu nie?!

Google daje możliwość wyboru jakości przesyłanych zdjęć. I tym sposobem, jakość oryginalna zapisuje się na przestrzeni dysku Google, umniejszając jego powierzchnię, a wysoka jakość (w większym, lub mniejszym stopniu algorytm kompresuje) daje nielimitowaną przestrzeń – dla mnie bomba. Nigdy wcześniej nie miałem dostępu na swoim urządzeniu do wszystkich zrobionych zdjęć, a teraz jeszcze nie ogranicza mnie przestrzeń dyskowa.


Czy antywirus na Androida, to faktycznie konieczność?

Ostatnie dni w moim newsfeedzie sponsoruje Android i Antywirusy na ten system. Drugorzędny jest wirus o nazwie Xavier, lub poprawniej Malware o nazwie Xavier. Pojawiają się coraz to nowsze testy, porównania antywirusów. Ale czy jest to faktycznie niezbędne, czy aby nie jest to zwykła „nagonka” medialna, kolejna mrzonka?!

4 dni temu w sieci pojawiły się informacje dotyczące Xaviera (czytaj New Android malware Xavier quietly steals your data), który to kradnie nasze dane. Ryzyko jest, nie można temu zaprzeczyć, ale czy antywirus jest dla użytkowników obowiązkową pozycją? Wydaje mi się, że jest to zwykła nagonka medialna. Nie można określić tego zmową, ale zwróćcie uwagę na pewien zbieg okoliczności.

Google na konferencji z 17 maja ogłosił nowe funkcje w Android O, równocześnie informując o aktualizacji aplikacji Google Play Protect. W chwili obecnej, aplikacja ta daje nam możliwość blokowania urządzenia, czy też śledzenia go przez internet. Aktualizacja ma dodać funkcje antywirusa i antymalware.

Ok, pojawiły się informacje o aktualizacji, i nagle antywirusy na Androida stały się niezbędne.

Wirusy były, wirusy będą, a to, czy moje urządzenie jest podatne na niego, nie jest związane z pojawianiem się nowych szkodników, a raczej głupotą użytkowników. Świadomy użytkownik, który wie, do czego dana aplikacja służy, czyta opinie na temat programów i gier, odwiedza pewne (sprawdzone) strony internetowe i świadomie surfuje po internecie – nie jest narażony na złośliwe oprogramowanie.

Drugą ciekawostką związaną z oprogramowaniem antywirusowym jest to, jak ono działa. Owszem, skanuje kod aplikacji, ale nie ma tutaj skanera aktywnego, tak jak w przypadku programów na Windowsa chociażby. Chcący zweryfikować, czy na naszym urządzeniu jest złośliwy kod – musimy wykonać ręcznie akcję skanowania. Wydaje się to być abstrakcyjne. Po co mi skaner, który w rzeczywistości nic nie robi. To jak noszenie ze sobą szczepionki przeciw gruźlicy i podanie jej w momencie, gdy mamy 100% pewność, że jesteśmy chorzy.


Nie każdy komunikator może być Allo

Kilka tygodni temu światło dzienne ujrzał komunikator Duo od Google. Dziś, spod „rąk” tej samej firmy, wypuszczony został komunikator Allo. Wyczekiwałem jego premiery. Byłem bardzo ciekaw tego, co zaoferuje i co nowego będzie w stanie zaprezentować i wprowadzić. Z jednej strony bardzo sceptycznie spoglądałem na kolejny komunikator.  Kolejny spod bandery Google. Mieliśmy już Google Talk, który to miał okazję stać się czymś więcej – uśmiercony, przemianowany na Hangouts. Ten zaś nie przyjął się w naszym kraju mimo preinstalowania w systemie.

Google podeszło do sprawy od dupy strony. Po co rozwijać coś, co się nie przyjęło, zróbmy nowe, lepsze, ciekawsze – czy aby na pewno? Czy da się jeszcze wnieść powiew świeżości do rynku komunikatorów, który jest przepełniony? Tak, da się, i Google to pokazuje.