Archiwum kategorii: Treningi

Mi Band; Krótki opis inteligentnej opaski

Jakoś nie planowałem nigdy zakupu takiego gadżetu. Można powiedzieć, że przyczynił się do tego Bartosz D. To on rozpuścił wirus o promocji Mi Band na gearbest.com. Dziś wiem, że całkiem bezużyteczny ten gadżet nie jest. Znajomi pytają jednak o krótkie recenzje. Toteż czynię swoją powinność.

Czym w ogóle Mi Band jest?! Tracker, informator, personalny trener, krokomierz, monitor snu, budzik. To wszystko w jednym. Za niewielką cenę. Ktoś wspomniał, że jak na taki gadżet mogli mu chociaż dodać jeszcze funkcję zegarka – oj mogliby. Ale czy wówczas opaska nie stałaby się Smart Watchem? Jej jest bliżej do Jawbone.

Ok, postaram się najkrócej jak to możliwe, a zarazem najlepiej…


„Zawieszenie broni” – reorganizacja treningów

Na pewien czas postanowiłem „zawiesić” rękawice. Złożyło się na to kilka czynników. Przede wszystkim moje stawy powoli zaczynały mieć dość. Pomyślałem zatem, że warto wzmocnić się na siłowni.

Z przygotowanym wcześniej planem treningowym udałem się na siłownię. Co chcę osiągnąć? Na pewno muszę się wzmocnić (stawy). Podejrzewam, że dużo więcej osiągnę w tym kierunku na siłowni, niż siedząc na tyłku w domu. Po drugie skoro już uczęszczam na siłownię, to warto byłoby zrealizować kilka wcześniejszych planów i m.in. przybrać na masie oraz zbudować się ładnie (przy okazji nabrać na sile).

Deadline ustanowiony na 3 miesiące. Od poniedziałku mocno wziąłem się również za dietę wysokowęglowodanową. Postawiłem sobie ambitne cele, jest silna motywacja i satysfakcja po każdym treningu. Ciekawią mnie rezultaty, bowiem tak na poważnie jeszcze nigdy nie brałem się za dietę.

P.S. Byłbym wdzięczny, gdyby ktoś podzielił się sprawdzonymi przepisami z makaronem/ryżem na zimno (ugotowane, ale bez możliwości odgrzania), które można szybko przygotować. Aktualnie sprawdzone mam: makaron z białym serem oraz z pesto (zielone pesto stanowczo jest smaczniejsze od czerwonego!).


Powrót do formy

Nie ma że boli. Od zeszłego tygodnia wziąłem się za siebie, za treningi. Wprawdzie jeszcze nie boksu, ale postanowiłem rozruszać bark i siebie zarazem. Niestety sam bark nie ustępuje, nadal boli – cóż się jednak mu dziwić.

Powróciłem do korzeni jeśli chodzi o plan treningowy. Każda wizyta opiera się na ćwiczeniu każdej partii ciała, miałem w tym tygodniu zmienić już plan na dzielony, bądź intensywniejszy, ale jednak jeszcze bark na to nie pozwolił. Ciekaw jestem jak długo to jeszcze potrwa i ile czasu minie, nim będę mógł robić wszystko tak jak wcześniej. Dodatkowo jeszcze bieganie jak jest trochu chłodniej i rower.


Karma to suka

Od czego by tu zacząć. Moja przygoda z treningami została tymczasowo zawieszona – powód? Wybiłem bark. Moje pasmo niepowodzeń zaczęło się od porządniejszych stłuczeń, potem mocno obity kciuk. Paradoksalnie w takich rękawicach wydawałoby się to być niemożliwe, bo są mocno usztywnione i wypełnione żelem (może balistycznym?).

W poniedziałek upomniała się o mnie karma i nie pytając mnie o zdanie postanowiła zrobić coś, co na najbliższe tygodnie zaważy o moich treningach. Podczas jednego z ćwiczeń tak niefartownie upadłem, że wybiłem sobie bark. A to wszystko mogę zawdzięczać owijkom, bowiem jedna z nich poślizgnęła mi się na parkiecie i ręka wyciągnęła się do przodu, a cały ciężar ciała spoczął na prawej ręce wyciągając ją ze stawu. Kontuzja lekka generalnie, ale dotkliwa i bolesna. Całe szczęście, że trener wiedział co robić.


Trzymaj gardę…

Wróciłem po kolejnym treningu. Przyznam, że (prawdopodobnie) nigdy w życiu nie byłem tak umordowany i obity zarazem. Dziś typowo trening wytrzymałościowy – nie pierwszy już raz mieliśmy tego typu trening, więc w sumie co w tym takiego dziwnego?! Tylko i wyłącznie to, że trening wytrzymałościowy trwał ~40 minut, z 15 sekundowymi przerwami, a potem sparingi po 1 minucie z każdym. Początkowo nic wielkiego, zwykły trening, można było robić wszystko mocno, dynamicznie, ogólnie szybko. Potem jednak zaczęło brakować tchu i sił… to już była walka z samym sobą. Trening podzielony na kilka etapów:

  1. Skakanka, kopanie okrężne (potem kolana, frontalne), bokserskie proste;
  2. Skakanka, prosty (pierw jeden, potem dwa), kopnięcie okrężne.

Po drugim etapie już nie mieliśmy siły. A tutaj jeszcze sparingi przed nami. Zajebiście było, to trzeba przyznać. Po takim okresie trenowania brakuje mi tylko odruchu powrotu ręki do gardy, albo w ogóle zasłaniania się podczas wyprowadzania ciosów. Dziś dostałem kilkakrotnie w kichawę i oko, ale pod koniec się nauczyłem już zasłaniać… Lepiej późno niż wcale, nie?! Taka mała rada – dla mnie samego: trzymaj kurwa gardę!