Archiwum kategorii: Roger

Czemu masz babo tak narąbane we łbie?

Na początku chcę sprostować – nie chodzi mi bynajmniej o kobiety, tak w ogóle mówiąc, wiem że sformułowanie jest nieco uogólniające, ale adekwatne do zaistniałej sytuacji.

Wpis ten dedykuję mistrzyni dzisiejszego dnia – porąbanej Pani z ulicy.

Co dzień o godzinie 19 mamy takie blokowe wychodne z psami. Spotykamy się z pupilami w jednym standardowym miejscu, gdzie się bawią razem. Niestety, mój Roger jest nieusłuchany (tzn. słucha, dopóki mu szajba nie odwali), więc jest na smyczy, a ja sobie za nim biegam. Ale nie o tym mowa.

Mama poszła z psiakiem nieco wcześniej, bo ja musiałem się wrócić na chwilę do domu – była godzina 19 z paroma minutami. Czekała na mnie na placyku za przejściem. Wychodzę z domu, idę w jej stronę, czekam na zielone. Słyszę za chwilę, że jakaś baba (tak, to nie była kobieta, to była baba, babsztyl, franca na miotle – można tak dalej miotać epitetami, ale po co) w oddali drze się na sąsiadkę z psem (młoda dziewczyna), po chwili zaczyna do mojej mamy od „chamów”, etc.. Podchodzi do niej, zaczyna się strzelać całkiem nie wiedzieć – o co. Nie zastanawiałem się długo, popatrzyłem tylko, czy nic nie jedzie i przeszedłem na drugą stronę, babol odszedł, pokrótce wysłuchałem o co chodziło, wziąłem psa ze smyczą i poszedłem w jej stronę.


Ledwo się poznaliśmy, a już nie żyje…

Dziś Roger załapał, a właściwie uczepił się go, jak rzep psiego ogona nowy znajomy. Dzięki zasobom internetu udało mi sie ustalić na podstawie zdjęć jego facjat imię i nazwisko – zwie się Rhipicephalus sanguineus. To jakiś obcokrajowiec… hm… nie mamy pewności, gdzie on był, ani gdzie się szlajał poprzednimi dniami. Pewne jest, że póki co czeka aż się nim zajmę i czyta właśnie, co o nim piszę. Fajny z niego koleś, aczkolwiek małomówny i problem w tym, że nie rusza się od jakiejś godziny – czyżbyśmy go uśmiercili przez przypadek? Oby nie :( .

Mowa oczywiście o kleszczu – gatunek, o którym mowa, to potocznie zwany kleszcz psi, który w przeciwieństwie do innych kleszczy nie jest nosicielem Boreliozy, a zarazem stołuje się głównie na czteronożnych futrzakach. Zauważyłem go stosunkowo niedawno, a wnioskując po jego rozmiarach zaczął stołować się dopiero dzisiaj, a swe osądy argumentuję tym, że nie jest okrągły, a jest dość suchy ;) – cokolwiek to by mogło znaczyć, mam tu na myśli tylko i wyłącznie to, że nie jest nażarty.

Na szczęście preparat, którym spryskujemy Rogera okazał się na tyle skuteczny, że nawet bez naszej ingerencji kleszcz nie żyje – myśmy, a właściwie mój ojciec tylko go wyciągnęli, a następnie przetarliśmy (ja ;) ) Rivanolem – zgodnie z tym, jak powinno się usuwać kleszcza.

Przyznam szczerze, że jest to moja pierwsza tak bliska, a zarazem tak długa konfrontacja z kleszczem. Nigdy wcześniej nie widziałem kleszcza na oczy, a sam nigdy takowego nie miałem nawet. Kto wie, może otworzę hodowlę? Byliby chętni na kleszcze w klatkach? Udomowiłoby się je, nauczyło sztuczek. A może kiedyś zoo? ;)


Ręce do góry! Pies idzie!

Strach, ale nie reaguj

Spacerując po mieście, czy też nie; na pewno widzieliście ludzi, którzy boją się psów (kynofobia). Dobra nie ma w tym nic nadzwyczajnego, każdy ma prawo się czegoś bać, ale reakcja takich ludzi jest co najmniej nie na miejscu, a dlaczego? Osoba bojąca się psa (jak jest mały, to raczej nie) gwałtownie podnosi ręce do góry, co jest wg mnie całkowicie nie na miejscu.

  • Ze względu na to, że pies na gwałtowny ruch może zareagować agresją.
  • Jeśli pies zaatakowałby taką osobę, to może jest mi ktoś w stanie wytłumaczyć, jak taka osoba ma zamiar się bronić? Główne narządy/organy są odsłonięte, a ręce… gdzieś w górze, przez co nie zdążymy raczej odgonić psa.
  • Wiadomo, że z takim zachowaniem często w parze idzie stres, jednakże jest to normalną rzeczą w przypadku fobii. Problemem jest natomiast to, że zwierzęta potrafią wyczuć stres, lęk…

Po co komu zmywarka

Jak ma się psa-zmywającego ;) .

Zaczęło się niewinnie, niby grzeczny piesek, który zakamuflował się w pościeli:

Później nadszedł czas na zmywanie naczyń, po gotowaniu:

A na sam koniec, pasowało jeszcze dać się we znaki i ukraść poduszkę spod głowy:
100_1134.jpg
Nie wiem, po kim ten pies taki jest, ale jest przynajmniej śmiesznie z nim ;) .


Zabawy z psem w śniegu…

Czyli odcinek z serii: Jak tam się kurwa ten śnieg znalazł?!

Po wczorajszych przeciwwskazaniach dla psa (coś mu się podziało) raczej ani ja, ani on nie byliśmy zadowoleni z powodu, że padał pięknie śnieg i było go pełno w około. Dowiedziawszy się, że już wczoraj wieczór wszystko było z nim ok, dziś rano jak tylko wstałem wpadłem na pomysł, żeby pójść z nim tam, gdzie śnieg nie topnieje (czyli na boisko do piłki nożnej). Udało mi się nawet ojca zwerbować, żałuję jednak tego, że nie wziąłem aparatu, a raczej on nie chciał tam iść, bo śnieg, mróz i wilgoć mu nie sprzyja.

Na boisku naszym oczom ukazała się masa czegoś mokrego, zimnego i białego, co potocznie nazywamy białym gó… no śniegiem oczywiście. Było go tam w najpłytszych miejscach (a jak określić inaczej grubość pokrywy śniegowej? hę? ;) ) do połowy goleni, a w najgłębszych po kolana, więc psiak, który na wysokość jest mi poniżej kolan zasuwał tam niczym sarenka, a w tych głębszych miejscach jak pług śnieżny odganiając na boki śnieg, a uszami sprawiając wrażenie, jakby miał za chwilę odlecieć… Zabawa przednia, wziąłem mu sznur do przeciągania i rzucałem w te zaspy, on oczywiście, jak tylko go znalazł w śniegu to mi uciekał, co było zapewne największą zabawą :D .

Psiaku bardzo radośnie tam sobie biegał, a najlepiej wyglądał, jak wpadał w te głębsze zaspy i chciał z nich wyskoczyć; odbijał się z nich jak sprężyna równocześnie ze wszystkich czterech łap. Haha :) cudny widok. Dla takich widoków na prawdę warto się poświęcić i chwilę zmarznąć, a wracając do domu przekonać się, że śnieg jest tam, gdzie się tego nie spodziewaliśmy wcale, a i są kolejne pozytywy tej zabawy! Nie muszę kąpać „psia„, bo biegając po tym śniegu jego biel znów zrobiła się śnieżno biała ;) .