Archiwum kategorii: Z życia

Telemarketer, zawód znienawidzony

Zawód telemarketera postrzegany jest za jeden z najgorszych – znienawidzony przez wszystkich, począwszy od ludzi, którzy odbierają połączenia, a kończąc na samych telemarketerach. Jest to bardzo niewdzięczna posada. Telemarketer jest swego rodzaju synonimem w kulturze dla kasjera. Osoba, która jest chłopcem do bicia, pierwszą linią, na której można się wyżyć mając zły dzień, no bo w końcu jest to pachołek…

I jest prawdą, że jest to bardzo ciężka posada, że telemarketerzy mają ciężki żywot i są znienawidzeni. Jednak jest to praca, jak każda inna, a odporność psychiczna takiej osoby jest prze ogromna. Byłem telemarketerem, dobrych parę lat temu. Pamiętam jak to jest i w dalszym ciągu mam szacunek do tych ludzi. Ale do czego dążę.

Dziś odebrałem połączenie od Multimedii. Tak, Multimedia Polska. W związku z tym, że za miesiąc kończy mi się promocja na telewizję, MM już od około 2 miesięcy, systematycznie truje mi tyłek połączeniami. Zawsze o godzinie punkt 8, i jeśli nie odbiorę (a najczęściej nie odbieram o tej porze) to kolejne połączenia są zawsze o godzinie 12 i 14. Czyli w godzinach, w których również najczęściej się nie podnosi telefonu.


Odpoczynek do social media

Z dniem 09.08.2017 – wylogowałem się z social media. Pożegnałem się z FB, poprzez dezaktywowanie konta (bo pewnie będę potrzebował je kiedyś przywrócić), usunięcie aplikacji FB oraz Twittera z telefonu. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, z tego spokoju psychicznego, które towarzyszy w/w krokom. Nie przeglądam już papki publikowanej przez ludzi, umysł stał się czystszy, a przede wszystkim – nagle jest więcej czasu, w teorii. W praktyce po usunięciu aplikacji łapię się na tym samym, co Mateusz Nowak we wpisie o wylogowaniu się z social media.


Snapmoda czymś, czego totalnie nie potrzebujesz, a mieć będziesz

Komunikatory prężnie się ostatnio rozwijają. Nie budzi więc wątpliwości fakt, iż programiści dodają coraz to nowsze funkcje do nich. Mieliśmy możliwość pisania, zostały dodane możliwości przesyłania plików, następnie nagrań audio, później rozmów audio, aż w końcu rozmów audiowizualnych. Po drodze pojawiły się pomniejsze funkcje i opcje, jak np. emoji, naklejki, itd.

Pojawił się Snapchat

Korzystałem z nań, przez krótki okres czasu. Powiedzieć można – kilkutygodniowy epizod. Pamiętam, że cieszyłem się możliwościami modowania go, za pomocą Xposed na swoim OnePlus One. Każdy, kto kiedykolwiek z tego korzystał, wie, że nie ma tam możliwości robienia zrzutów ekranu. Ja mogłem. Nie było możliwości maziania po zdjęciach, Xposed to obchodził. Chciałeś wrócić do poprzedniego snapa – no problem.

Sama wizja ulotnych ((Dla tych, co nigdy nie korzystali – zdjęcia i wiadomości na snapie znikają po X sekundach. Podobno całkowicie i na zawsze.)) wiadomości była super. Jeśli miałeś ochotę wysłać znajomemu głupie zdjęcie, nie zalewać internetowych serwisów swoimi słitfociami (Instagram, Twitter, FB). Było to znakomite miejsce dla ciebie. Wszakże można było uniknąć fal hejtu w komentarzach. Widzieli to znajomi, hermetyczna grupa odbiorców, lub bezpośrednia osoba/grupa.

Fajne, też to chcemy

Aż w końcu bum. BUM! Wielkie je-bu-dub. Programiści uznali, że jest to super sprawa, na tyle żeby wpakować to do każdego swojego dzieła. Powielenie funkcji snapa pojawiło się w Instagramie, Messengerze, aż w końcu nadszedł czas również na WhatsAppa. Dlaczego piszę o tym ostatnim, jako również? Jest to obecnie mój faworyt i ulubiony komunikator. Szczerze powiedziawszy, chciałbym by poza nim nie było nic więcej. No, dałbym się przekonać do Allo jeszcze. A najlepiej jeśli byłby dostęp powszechny do RCS.

Zastanawiam się, po co?!

Po co dodawanie do komunikatorów; powielanie tych samych funkcji. Było Gadu-Gadu – można było pisać. Zrobili z tego kombajn. Przyznajcie się, kto do tej pory korzysta z GG, jako sieci? Nie mówiąc tu już o tym, że mało kto używa ich oficjalnego komunikatora do komunikacji.

Może zamiast powielać funkcje z komunikatorów, popracować nad unifikacją. Czymś, co z założenia miał oferować XMPP. Gdyby każda firma nie poszła w stronę zamykania się wewnątrz swojej sieci, mielibyśmy nieograniczone możliwości komunikacyjne. Z każdym, wszędzie, z jednym komunikatorem. Po cichu liczę, że osiągniemy ten sam efekt w związku z implementacją RCS do sieci komórkowych. Operatorzy – do dzieła. Wrócimy do „SMSów”!


Idź do korpo, wyssą z ciebie życie

Niemal równy rok temu, czytałem publikację Roberta Jacyno pt. Ludzie kontra machina. Po kilku latach pracy, mam pewne przemyślenia, związane z tym – może nie tyle, w nawiązaniu do całej treści, co samego tytułu. Ludzie kontra machina – korporacyjna machina, potężne korporacje zatrudniające ludzi, które na końcu można niechlubnie określić mianem molocha.

Przez kilka lat, przez które mam związek bezpośredni, z tego typu korporacją, wyrabia się pewne zdanie, poglądy… żeby nie powiedzieć – otwiera się oczy. Był etap, w którym każdy się cieszył z pracy, później nadchodzi kryzys, machina się rozpędza i przestaje dostrzegać człowieka. Widzi zysk. Zysk z wzrostu sprzedaży, obrotu. Nie widzi strat moralnych, niezadowolenia. W końcu jednostkę można zastąpić kolejną jednostką.


Za czasów Gadu-Gadu, życie było łatwiejsze

Pamiętacie czasy, w których jedynym, słusznym komunikatorem było Gadu-Gadu? Ja pamiętam je doskonale. Życie było wtedy o wiele łatwiejsze i prostsze. Oczywiście nie mówię o życiu ulicznym, pracy, tzw. real life. Mowa tylko i wyłącznie o second life, zza ekranu (wówczas) monitora. Wracało się do domu, włączało blaszaka (chyba nikt nie marzył jeszcze o tym, by mieć laptopa, czy smartfon – czy wiedzieliście 16 lat temu, co to jest?) i nasz ukochany, rodzimy komunikator – Gadu-Gadu.

Irytujący dźwięk przychodzącej wiadomości, powiadomienia o dostępności kilkuset znajomych z naszego otoczenia, czy z innej części kraju, nakładające się na siebie. Pierwsza zmuła blaszaka, by to wszystko ogarnąć. Jakie to było piękne!

Lecz to już minęło, ten klimat, ten luz

Skończyły się jednak te piękne czasy dla GG. Wszystko minęło, nie trafili w target, FB przejął wszystko w naszym kraju. W zasadzie to nie tylko FB. Przykre jest to, że taki piękny, rodzimy twór po prostu upadł. Ludzie już nie korzystają z tej sieci, a korzystają… no właśnie, tu jest pies pogrzebany. Życie za czasów Gadu-Gadu było łatwiejsze.

Gdzie nie spojrzeć, tam komunikatory, niekompatybilne ze sobą sieci, powielające się grupy dyskusyjne, zerowa unifikacja. Jest wszystko, ale tak na prawdę nie ma niczego.

Teraz, by skontaktować się z Janem Kowalskim, muszę mieć WhatsApp; by napisać do Anny Nowak, muszę mieć Telegram; by zapytać Janka, o to czy idzie grać na boisko, muszę mieć Messengera; a z pytaniem o wyjście na piwo z Dawidem… i tak dalej, i tak dalej.

Też dopada was w pewnym momencie ból głowy, jak pomyślicie o możliwościach kontaktowania się? Ja powoli mam tego dość, starzeję się. Oczekuję, że ludzie będą korzystali z jednego protokołu, jednego komunikatora, bym mógł skontaktować się z nimi wszystkimi w jednym miejscu, a nie za pośrednictwem tysiąca programów. Panują takie czasy, że każdy chce mieć swój wkład w rynek, swoją grupę zwolenników – to nie jest złe, tak działają prawa rynku. Ale czy nie dałoby się stworzyć jednego, zunifikowanego systemu?!