Archiwum kategorii: Informacje

Nadchodzące wybory – ZAGŁOSUJĘ i wiem na kogo

Otoczony tym cholernym zgiełkiem dotyczącym wyborów parlamentarnych po prostu zaczynam mieć powoli tego dość. Wszędzie plakaty, marnowanie masy pieniędzy na coś, co i tak pójdzie do kosza – ostatnio nawet PISowóz zawitał u mnie w mieście. Mniejsza z tym. Nie interesuję się szczególnie polityką, nie jestem socjologiem, a moje zainteresowanie obecną sytuacją jest wprost proporcjonalna do kłótni i wojen przeprowadzanych wewnątrz naszego Państwa. Oznacza to, że im bardziej drą koty między sobą, tym bardziej zaczyna mi zwisać cała sytuacja w sferze politycznej i to co się tam dzieje.

Nie przyjmuję jednak biernej postawy. Uważam (jak zapewne sporo innych osób), że nie ma nic gorszego jak puszczenie problemu mimo uszu i nie oddanie głosu. Każdy przecież przez lata swojego życia musiał wykształtować sobie pewne poglądy – czy to życiowe, czy dotyczące samej partii. Sam odkąd skończyłem 18 lat sukcesywnie głosowałem na partie, które nie miały nic wspólnego z: PIS, oraz PO. Choć przyznam się szczerze, że z dwojga złego, gdybym miał wybierać pomiędzy tymi dwoma partiami – wybrałbym PO. Tak, wolę Tuska.


Przyglądam się Minecraft 1.8…

Jak donoszą media” doszło do wycieku nowej wersji gry Minecraft – długo oczekiwanej wersji 1.8. Wprawdzie nie przekonują mnie informacje iż po prostu gra sobie sama wyciekła… Uważam iż jest to celowe zagranie ze strony notcha. Plik bowiem można pobrać ze stron Mohjang Team (o tym dalej).

Wersja ta jest długo oczekiwaną ze względu na kilka dość fundamentalnych zmian. Po pierwsze – wprowadzony został tryb przygody – wiecie, doświadczenie, głód i te sprawy. Po drugie kolejne udogodnienia i poprawki, a po trzecie: no kurde, jak można było nie czekać na 1.8?!

Z początku miałem opory by sprawdzić tę wersję, ale ostatecznie się skusiłem, no i pobrałem. Po krótkich testach jestem z jednej strony mile zaskoczony, z drugiej zaś zniesmaczony, ale może są to moje dość subiektywne odczucia i mają one podłoże zwane przyzwyczajeniem.


Zaproszenia do Google+ – mam i ja!

Google+

Jako, że na chwilę obecną nie jestem wielkim fanem tego serwisu, portalu społecznościowego, czy jakkolwiek inaczej można by Google+ nazwać, to nie zamierzam się rozwodzić na jego temat. Szczerze powiedziawszy nie miałem nawet zamiaru pisać ani słowa na temat tego serwisu, na łamach mojego słit blogaska. Nie dlatego, że to gniot, ale głównie dlatego, że jakoś nie przyciągnął mojej uwagi (w przeciwieństwie choćby do Google Wave).

Dla mnie na chwilę obecną serwis ten nie jest niczym innym, jak przyjemniejszym w użytku Facebookiem. Do tego posiada uwielbiane przez wiele osób kręgi. Mam jednak cichą nadzieję iż dziecko wujka Google pobije popularnością twarzoksiążkę.

Jeśli jednak chodzi o zaproszenia. Może je dostać 150 osób (bowiem tyle mam w chwili pisania tego wpisu zaproszeń). Wystarczy kliknąć w odnośnik: O ten, tutaj. A następnie zalogujesz się na swoje konto Google. Have a fun! :)

Będzie niezmiernie miło jeśli podzielisz się w komentarzach faktem wykorzystania zaproszenia.


Poczta głosowa – zło ostateczne?

Nie wiem czemu, ale odnoszę takie nieomylne wrażenie iż dla sporej liczby ludzi poczta głosowa jest pewną barierą, którą trudno przeskoczyć. Często zdarza mi się, że dzwonią do mnie z jakiejś firmy, czy ze sklepu i zamiast zostawić wiadomość na poczcie głosowej z informacją, którą chcą przekazać – najzwyczajniej dzwonią po kilkanaście razy i nie dociera do nich, że nie mogę w danej chwili rozmawiać.

Nie prościej jest zadzwonić raz?

Czyżby pojęcie poczty głosowej nadal opasane było swego rodzaju stereotypem, że jest to drogie, nie warte korzystania, etc.? Przecież usługa ta jest bezpłatna (a połączenie z pocztą by nagrać/odsłuchać wiadomość kosztuje grosze przy obecnych planach taryfowych), a co najważniejsze – oszczędzamy czas. Bo skoro nie mogę/nie chcę rozmawiać, to po kiego grzyba próbujesz do mnie dzwonić dziesiątki razy? Zostaw wiadomość po usłyszeniu sygnału! Czy tak ciężko wypowiedzieć po tym zdaniu kilka słów w stylu „słuchaj, chciałem ci powiedzieć, że […] oddzwoń”, „Firma xyz, reklamacja została rozpatrzona. Prosimy o kontakt”, „Firma xyz, zamówiony towar jest gotowy do odebrania”?!

A może to ja urwałem się z gruszy i źle pojmuję funkcjonowanie poczty głosowej? Może ona  faktycznie ma za zadanie odstraszać dzwoniących, a nie służyć do zostawiania na niej wiadomości?!

Tak więc, ten, tego… szczególnie pracownicy/firmy – jeśli dzwonicie do klientów, to zostawcie im wiadomość na poczcie (jeśli ją mają), a nie dobijajcie się, jak debile dziesiątkami razy by przekazać jedno zdanie, które możecie nagrać. Ja dostanę SMSa, że do mnie dzwoniono, oraz poczta sama do mnie zadzwoni (w Plusie tak robi automat). Wy natomiast macie jednego szaraczka mniej do obskoczenia i możecie na swej liście ToDo odhaczyć jedno zadanie. I tak, świat staje się o wiele piękniejszy.

Po przeczytaniu wiadomości, zostaw komentarz… piiiiip…


Migracja z hostingu na VPS

Posiadanie własnego serwera od dłuższego czasu nie dawało mi spokoju, jednakże zakup typowego serwera dedykowanego tylko do własnego użytku mijał się całkowicie z celem. Po pierwsze koszty, po drugie niewykorzystane zasoby, a po trzecie… to byłaby studnia bez dna. Praktycznie zerowy pożytek. Namiastkę serwera dedykowanego można uzyskać poprzez VPS.

Właściwie, to z punktu widzenia użytkownika wielkiej różnicy nie ma. Zarówno na serwerze dedykowanym, jak i VPSie musimy zainstalować odpowiednie oprogramowanie, oraz skonfigurować „maszynę” do działania. Różnicę na pewno stanowią parametry oraz sam fakt, że jest to wirtualny system, a nie fizyczny serwer, maszyna, urządzenie.

Przez większość czasu, gdy zastanawiałem się nad zakupem serwera/VPSa, po prostu na tym się kończyło. Nie sądziłem, że doczekam dnia, w którym zdecyduję się na to rozwiązanie. Ten dzień jednak nastąpił. Teoretycznie jestem posiadaczem własnego VPSa od 22 lipca, praktycznie dopiero od 28 lipca pełni on oczekiwaną przeze mnie rolę – dzięki niemu bowiem teraz możecie przeglądać treści zamieszczane na moim blogu.

Jest to mój pierwszy VPS stąd też wynikło kilka problemów, które stały się wyzwaniem dla mnie. One również przyczyniły się do tego iż jeszcze bardziej podoba mi się posiadanie własnego serwera – czy też jego namiastki w postaci właśnie wirtualnego serwera.