Miesięczne archiwum: Marzec 2017

Google funduje nam kolejny komunikator, Supersonic

Google, krótki czas po informacji o rozdzieleniu Hangouts na dwa komunikatory, postanowiło zaprezentować nam (i tu uwaga, werble), kolejny komunikator. Czujecie się zaskoczeni? Ja nie. Za jakiś czas, Google powinno wpisać w swój logotyp „Yet another Instant Messaging Company„. Niebawem będą mieć tyle komunikatorów, ile dobra prostytutka adoratorów.

No dobra, dobra. Co tym razem. Otóż, i tu kolejne zdziwienie – dostaniemy zwykły komunikator. Tak. Dostaniemy od firmy komunikator, który pozwoli nam na pisanie ze znajomymi. Jest tylko jedna zmienna w tej całej gonitwie: komunikator pozwoli nam przekształcać głos na tekst.

Czy ja już tego gdzieś nie widziałem? Widziałem, oczywiście że tak. To samo możemy zrobić jeśli skorzystamy z pisania głosem. Dokładnie to samo. Po co więc nam kolejny twór przeznaczony na straty… Google, zrób porządek ze swoimi łopatkami, grabkami, uporządkuj piaskownicę i zrób coś od A, do Z, jak na Alphabet przystało.

Więcej na temat superśmiesznego komunikatora od Google znaleźć można w sklepie. Tak, jest to już dostępne, ale nie dla PL.

P.S. Gdyby kiedykolwiek miało powstać intro dla Google, związane z ich produktami/komunikatorami. To idealne byłoby połączenie intra z dwóch bajek.

 


Snapmoda czymś, czego totalnie nie potrzebujesz, a mieć będziesz

Komunikatory prężnie się ostatnio rozwijają. Nie budzi więc wątpliwości fakt, iż programiści dodają coraz to nowsze funkcje do nich. Mieliśmy możliwość pisania, zostały dodane możliwości przesyłania plików, następnie nagrań audio, później rozmów audio, aż w końcu rozmów audiowizualnych. Po drodze pojawiły się pomniejsze funkcje i opcje, jak np. emoji, naklejki, itd.

Pojawił się Snapchat

Korzystałem z nań, przez krótki okres czasu. Powiedzieć można – kilkutygodniowy epizod. Pamiętam, że cieszyłem się możliwościami modowania go, za pomocą Xposed na swoim OnePlus One. Każdy, kto kiedykolwiek z tego korzystał, wie, że nie ma tam możliwości robienia zrzutów ekranu. Ja mogłem. Nie było możliwości maziania po zdjęciach, Xposed to obchodził. Chciałeś wrócić do poprzedniego snapa – no problem.

Sama wizja ulotnych ((Dla tych, co nigdy nie korzystali – zdjęcia i wiadomości na snapie znikają po X sekundach. Podobno całkowicie i na zawsze.)) wiadomości była super. Jeśli miałeś ochotę wysłać znajomemu głupie zdjęcie, nie zalewać internetowych serwisów swoimi słitfociami (Instagram, Twitter, FB). Było to znakomite miejsce dla ciebie. Wszakże można było uniknąć fal hejtu w komentarzach. Widzieli to znajomi, hermetyczna grupa odbiorców, lub bezpośrednia osoba/grupa.

Fajne, też to chcemy

Aż w końcu bum. BUM! Wielkie je-bu-dub. Programiści uznali, że jest to super sprawa, na tyle żeby wpakować to do każdego swojego dzieła. Powielenie funkcji snapa pojawiło się w Instagramie, Messengerze, aż w końcu nadszedł czas również na WhatsAppa. Dlaczego piszę o tym ostatnim, jako również? Jest to obecnie mój faworyt i ulubiony komunikator. Szczerze powiedziawszy, chciałbym by poza nim nie było nic więcej. No, dałbym się przekonać do Allo jeszcze. A najlepiej jeśli byłby dostęp powszechny do RCS.

Zastanawiam się, po co?!

Po co dodawanie do komunikatorów; powielanie tych samych funkcji. Było Gadu-Gadu – można było pisać. Zrobili z tego kombajn. Przyznajcie się, kto do tej pory korzysta z GG, jako sieci? Nie mówiąc tu już o tym, że mało kto używa ich oficjalnego komunikatora do komunikacji.

Może zamiast powielać funkcje z komunikatorów, popracować nad unifikacją. Czymś, co z założenia miał oferować XMPP. Gdyby każda firma nie poszła w stronę zamykania się wewnątrz swojej sieci, mielibyśmy nieograniczone możliwości komunikacyjne. Z każdym, wszędzie, z jednym komunikatorem. Po cichu liczę, że osiągniemy ten sam efekt w związku z implementacją RCS do sieci komórkowych. Operatorzy – do dzieła. Wrócimy do „SMSów”!


Idź do korpo, wyssą z ciebie życie

Niemal równy rok temu, czytałem publikację Roberta Jacyno pt. Ludzie kontra machina. Po kilku latach pracy, mam pewne przemyślenia, związane z tym – może nie tyle, w nawiązaniu do całej treści, co samego tytułu. Ludzie kontra machina – korporacyjna machina, potężne korporacje zatrudniające ludzi, które na końcu można niechlubnie określić mianem molocha.

Przez kilka lat, przez które mam związek bezpośredni, z tego typu korporacją, wyrabia się pewne zdanie, poglądy… żeby nie powiedzieć – otwiera się oczy. Był etap, w którym każdy się cieszył z pracy, później nadchodzi kryzys, machina się rozpędza i przestaje dostrzegać człowieka. Widzi zysk. Zysk z wzrostu sprzedaży, obrotu. Nie widzi strat moralnych, niezadowolenia. W końcu jednostkę można zastąpić kolejną jednostką.