Miesięczne archiwum: Lipiec 2012

Projekt Gr@żyna

Przypadkowo dziś dotarłem do projektu zwanego „Gr@żyna” – projektu, którego jak to się okazało wyrwał się spod kontroli. Nie miałem przyjemności śledzić go od samego początku, nigdy o nim nie słyszałem nawet. Dowiedziałem się o wszystkim dziś i szczerze powiedziawszy jestem zniesmaczony tym, co tam ujrzałem. Fakt, że ludzie uważają się za bożków w sieci, uważają iż są anonimowi i wszystko im wolno nie był mi obcy, ale nie sądziłem, że aż do takiego stopnia rozwinęło się u nas chamstwo.

Wszystko ustawione. Pani Anna (osoba, która zagrała Grażynę Żarko) musiała wykazać się swego rodzaju odwagą, by stawić czoło takim komentarzom. Przewijały się na prawdę niemiłe epitety w jej kierunku. W całym projekcie widać, jak bardzo jest to wszystko „przekolorowane” i nieprawdziwe. Skupiłem się głównie na załączonym filmie. Nie oglądałem wcześniejszych wszystkich filmików, więc na ich temat nie będę się wypowiadał. Przekazywane treści, oraz samo zachowanie jest tak sztuczne (pomysł bicia linijką po rękach uczniów, ta jej „wiara”), że nie sposób nie ujrzeć iż to nie jest prawdą, a wręcz przemawia przez to wszystko groteska!


Dopóki jesteś, wszystko ma przyszłość

Zauważyłem ostatnio, że sceny z boksu coraz częściej przewijają się w teledyskach (właściwie to nie samego boksu, ale ogólnie – sztuk walki). Kolejny teledysk, który przypadł mi do gustu (ze względu na wideo – średnio, ale ze względu na słowa – już prędzej).

Jestem, więc myśle, więc mogę wszystko
Dopóki jesteś, wszystko ma przyszłość
Dopóki biegniesz, przyszłość jest blisko
To czego pragniesz cie znajdzie
Tylko nieżywy pies nie gryzie
Więc warcze wściekle
I biegnę póki mam siłę
By dogonić szczęście
Nie będę kundlem w ścieku
Bo jest siła we mnie jeszcze
Szydercze kły w uśmiechu
Dopóki jestem!

Nienawidzę tego uczucia, które czasem dopada i pokazuje, że wszystko nie ma sensu. Czasami słyszę, by odpocząć, by dać sobie spokój i odpuścić. Jestem uparty, osiągnę postawione sobie cele mimo wszelkich przeciwności.

Tak z innej beczki. Nigdy nie sądziłem, że obecność drugiej osoby może sprawiać takie szczęście i radość.


Powrót do formy

Nie ma że boli. Od zeszłego tygodnia wziąłem się za siebie, za treningi. Wprawdzie jeszcze nie boksu, ale postanowiłem rozruszać bark i siebie zarazem. Niestety sam bark nie ustępuje, nadal boli – cóż się jednak mu dziwić.

Powróciłem do korzeni jeśli chodzi o plan treningowy. Każda wizyta opiera się na ćwiczeniu każdej partii ciała, miałem w tym tygodniu zmienić już plan na dzielony, bądź intensywniejszy, ale jednak jeszcze bark na to nie pozwolił. Ciekaw jestem jak długo to jeszcze potrwa i ile czasu minie, nim będę mógł robić wszystko tak jak wcześniej. Dodatkowo jeszcze bieganie jak jest trochu chłodniej i rower.