Miesięczne archiwum: Maj 2012

Darmowy Facebook w Play to fikcja

Od około miesiąca jestem użytkownikiem Play-a. Cóż mogę powiedzieć o tym operatorze po tym czasie? Wszystko jest w jak najlepszym porządku. Zasięg, o który sam się obawiałem jest znakomity. Jakość rozmów, którą to mnie niektórzy straszyli wcale nie jest taka zła – porównywalna z innymi operatorami, choć czasem lubi „sztucznie przyciąć” i słychać pogłos, jakby się z robotem rozmawiało. Ale poza tym – złego słowa powiedzieć nie mogę.


Trzymaj gardę…

Wróciłem po kolejnym treningu. Przyznam, że (prawdopodobnie) nigdy w życiu nie byłem tak umordowany i obity zarazem. Dziś typowo trening wytrzymałościowy – nie pierwszy już raz mieliśmy tego typu trening, więc w sumie co w tym takiego dziwnego?! Tylko i wyłącznie to, że trening wytrzymałościowy trwał ~40 minut, z 15 sekundowymi przerwami, a potem sparingi po 1 minucie z każdym. Początkowo nic wielkiego, zwykły trening, można było robić wszystko mocno, dynamicznie, ogólnie szybko. Potem jednak zaczęło brakować tchu i sił… to już była walka z samym sobą. Trening podzielony na kilka etapów:

  1. Skakanka, kopanie okrężne (potem kolana, frontalne), bokserskie proste;
  2. Skakanka, prosty (pierw jeden, potem dwa), kopnięcie okrężne.

Po drugim etapie już nie mieliśmy siły. A tutaj jeszcze sparingi przed nami. Zajebiście było, to trzeba przyznać. Po takim okresie trenowania brakuje mi tylko odruchu powrotu ręki do gardy, albo w ogóle zasłaniania się podczas wyprowadzania ciosów. Dziś dostałem kilkakrotnie w kichawę i oko, ale pod koniec się nauczyłem już zasłaniać… Lepiej późno niż wcale, nie?! Taka mała rada – dla mnie samego: trzymaj kurwa gardę!


Jednak da się zrobić dobry film – The Avengers

Oglądając ostatnio najnowsze produkcje filmowe ciężko było znaleźć film, który faktycznie mógłby się spodobać – każdemu. W końcu jednak znalazł się taki tytuł…


Boksowo, sparingowo, czyli życiowo

Jako człowiek dość zamknięty w sobie nie mam tendencji do dzielenia się ze światem swoimi przeżyciami. A może poniekąd czas to zmienić? Z racji na fakt, że nie posiadam jakoś większych chęci ostatnio by wziąć się za techniczny wpis, to postanowiłem, że może rozpocznę pisać swoje przemyślenia, a może i życiowe zapiski. Wszakże blog ten powstał również w tym celu – Zachowywacz myśli.

Na przełomie lutego i marca 2012 rozpocząłem swoją przygodę z Muay Thai. Jest nawet pewna rymowanka z tym sportem, która brzmi:

Dziwki, koks, tajski boks.

W życiu nie trenowałem żadnych sztuk walki, szło się na żywioł. Doszedłem do etapu i pojawił się pewien „motywator„, który napędził mnie w kierunku treningów. Zapisałem się i trenuję do dziś. Początkowo były to treningi ogólnorozwojowe. Dochodziła coraz to nowsza technika, coraz więcej ćwiczeń, wygibasów gimnastycznych, aż w końcu… sparingi.


OwnCloud – nasza „własna chmurka”

Nim zacznę cokolwiek pisać, pasuje naświetlić nieco temat chmurek. Czym jest chmura? Najprościej można by wyjaśnić iż jest to technologia synchronizacji danych między urządzeniami – wprawdzie reguła całkowicie wyssana z palca, na poczekaniu, ale obrazuje sposób funkcjonowania chmur – aka. Cloud computing. Już raz na łamach tego bloga poruszałem temat kilku darmowych chmur we wpisie Migracja z Dropboksa na Windows Live Mesh. Aktualnie rozpocząłem swoją przygodę z darmowym programem Open source o nazwie OwnCloud.

Jak sama nazwa wskazuje OwnCloud jest (dosłownie) Własną Chmurą. Dzięki tej aplikacji mamy możliwość synchronizacji danych, katalogów, udostępniania ich innym, oraz edycji z poziomu przeglądarki na naszym własnym serwerze. Zadziała to zarówno na serwerach dedykowanych, VPSach, czy też zwykłych hostingach. Jedyną barierą jaka zostanie nam postawiona to:

  1. Limit transferu danych;
  2. Ograniczenia przestrzeni.

Samą przygodę z OwnCloud zawdzięczam pewnej osobie z Twittera, która promowała ten program na swoim blogu. Sam jednak miałem kilka (jak to się później okazało) banalnych problemów z instalacją/konfiguracją OwnCloud na swoim serwerze VPS, ale o tym dalej.