Miesięczne archiwum: Sierpień 2011

Podejście Puma’y do klienta – reklamacja obuwia

Czytając ten wpis, nie zakładaj odgórnie, że nie spodobał mi się sposób potraktowania mnie przez Pumę. Pragnąc rozwiać wszelkie wątpliwości – nie otrzymałem tego, co chciałem, ale postawa firmy jest bardzo profesjonalna i powinna służyć za wzór.

W maju zakupiłem sobie parę białych butów firmy Puma. Jeśli chodzi o obuwie sportowe jest to druga szanowana i lubiana przeze mnie firma. Na pierwszym miejscu jest Reebok, ale mniejsza z tym. O co chodzi.

Po kilku miesiącach użytkowania, zobaczyłem defekt na obydwu butach i to w tym samym miejscu, co wydało mi się dosyć dziwne. Nigdy nie spotkałem się z czymś takim, zwłaszcza że o obuwie dbam i je pastuję. Nie chciałem czekać dłużej. Postanowiłem, że zaniosę buty do sklepu w celu zareklamowania. Jako, że nie jestem specjalistą w tej dziedzinie, a swoje oczekiwania podać musiałem – poprosiłem o napisanie, że „klient prosi o zwrot gotówki, bądź wymianę obuwia”. Nie liczyłem na to, że udałoby się im naprawić to, co się stało. Raczej zakładałem opcję iż otrzymam nową parę butów (bądź opcja mniej optymistyczna – nie zrobią nic).


Zaproszenia do Google+ – mam i ja!

Google+

Jako, że na chwilę obecną nie jestem wielkim fanem tego serwisu, portalu społecznościowego, czy jakkolwiek inaczej można by Google+ nazwać, to nie zamierzam się rozwodzić na jego temat. Szczerze powiedziawszy nie miałem nawet zamiaru pisać ani słowa na temat tego serwisu, na łamach mojego słit blogaska. Nie dlatego, że to gniot, ale głównie dlatego, że jakoś nie przyciągnął mojej uwagi (w przeciwieństwie choćby do Google Wave).

Dla mnie na chwilę obecną serwis ten nie jest niczym innym, jak przyjemniejszym w użytku Facebookiem. Do tego posiada uwielbiane przez wiele osób kręgi. Mam jednak cichą nadzieję iż dziecko wujka Google pobije popularnością twarzoksiążkę.

Jeśli jednak chodzi o zaproszenia. Może je dostać 150 osób (bowiem tyle mam w chwili pisania tego wpisu zaproszeń). Wystarczy kliknąć w odnośnik: O ten, tutaj. A następnie zalogujesz się na swoje konto Google. Have a fun! :)

Będzie niezmiernie miło jeśli podzielisz się w komentarzach faktem wykorzystania zaproszenia.


Poczta głosowa – zło ostateczne?

Nie wiem czemu, ale odnoszę takie nieomylne wrażenie iż dla sporej liczby ludzi poczta głosowa jest pewną barierą, którą trudno przeskoczyć. Często zdarza mi się, że dzwonią do mnie z jakiejś firmy, czy ze sklepu i zamiast zostawić wiadomość na poczcie głosowej z informacją, którą chcą przekazać – najzwyczajniej dzwonią po kilkanaście razy i nie dociera do nich, że nie mogę w danej chwili rozmawiać.

Nie prościej jest zadzwonić raz?

Czyżby pojęcie poczty głosowej nadal opasane było swego rodzaju stereotypem, że jest to drogie, nie warte korzystania, etc.? Przecież usługa ta jest bezpłatna (a połączenie z pocztą by nagrać/odsłuchać wiadomość kosztuje grosze przy obecnych planach taryfowych), a co najważniejsze – oszczędzamy czas. Bo skoro nie mogę/nie chcę rozmawiać, to po kiego grzyba próbujesz do mnie dzwonić dziesiątki razy? Zostaw wiadomość po usłyszeniu sygnału! Czy tak ciężko wypowiedzieć po tym zdaniu kilka słów w stylu „słuchaj, chciałem ci powiedzieć, że […] oddzwoń”, „Firma xyz, reklamacja została rozpatrzona. Prosimy o kontakt”, „Firma xyz, zamówiony towar jest gotowy do odebrania”?!

A może to ja urwałem się z gruszy i źle pojmuję funkcjonowanie poczty głosowej? Może ona  faktycznie ma za zadanie odstraszać dzwoniących, a nie służyć do zostawiania na niej wiadomości?!

Tak więc, ten, tego… szczególnie pracownicy/firmy – jeśli dzwonicie do klientów, to zostawcie im wiadomość na poczcie (jeśli ją mają), a nie dobijajcie się, jak debile dziesiątkami razy by przekazać jedno zdanie, które możecie nagrać. Ja dostanę SMSa, że do mnie dzwoniono, oraz poczta sama do mnie zadzwoni (w Plusie tak robi automat). Wy natomiast macie jednego szaraczka mniej do obskoczenia i możecie na swej liście ToDo odhaczyć jedno zadanie. I tak, świat staje się o wiele piękniejszy.

Po przeczytaniu wiadomości, zostaw komentarz… piiiiip…


Migracja na VPS i problemy z nią związane

Na samym końcu wpisu Migracja z hostingu na VPS poinformowałem iż w kolejnym, bądź kolejnych wpisach postaram się opisać problemy wynikłe z migracji na własny hosting. A konkretnie rzecz ujmując: na VPS. Ciężko było mi właściwie nazwać to, z czym miałem problem, bo w niektórych przypadkach są to tak podstawowe problemy, że każdy powinien się z nimi uporać. Mimo wszystko jakoś trzeba to zrobić.

By uprościć życie sobie i innym, postanowiłem stworzyć ten (bądź te) wpis/y. Całość opisuję na przykładzie systemu CentOS 5.x wersja 32 bitowa. Nie gwarantuję zatem iż na innych systemach rozwiązanie problemów i uruchomienie VPSa będzie takie samo.


Tłumaczenie Subscribe to Comments Reloaded

Przyznaję się bez bicia, że nigdy nie sprawdzałem funkcjonalności mojego bloga pod kątem informowania czytelników o odpowiedziach na ich komentarze. Dopiero w jednym z wcześniejszych wpisów Daggerka oraz iTomek uświadomili mi, że to jednak ma znaczenie i znacząco z perspektywy użytkownika może uprościć życie.

Osobiście baaardzo rzadko korzystam z funkcjonalności mail notify, bowiem jeśli mnie coś interesuje, albo dyskusja jest ciekawa, to i tak tam wejdę. Stąd też pewnie wziął się brak mojego zainteresowania tą formą notyfikacji.

Polecono mi plugin Subscribe to Comments, który jakby nie patrzeć w zupełności powinien mi wystarczyć. Posiada notyfikację, jest prosty. Żadnych fajerwerków. Dla mnie jednak to za mało. Wprawdzie nigdy nie korzystałem z żadnego rozszerzenia tego typu, ale uznałem, że przydałoby się mieć przynajmniej minimalny wgląd w informacje związane z subskrypcjami użytkowników. Dałoby to też poglądowy obraz, czym w rzeczywistości ludzie są zainteresowani. Znalazłem… A przy okazji spolszczyłem.