Miesięczne archiwum: Listopad 2009

Jak to CV wyglądać NIE powinno!

Z racji tego iż awansowałem, a wiąże się to w tej pracy z innymi obowiązkami mam obecnie za zadanie rekrutować nowych ludzi. Cóż, los chciał, że ludzie w rzeczywistości nie potrafią pisać CV – paradoks? Żarty sobie stroję? Nie, nie… nic w tym stylu. Poważnie, ludzie nie dość, że ślą na masową skalę swoje życiorysy, nie zmieniając w nich treści nawet, to potrafią zapisywać je w takich ekstremalnych formatach, że ja pierwszy raz w ogóle coś takiego na oczy widzę, a przeszedłem już swoje.

Po przeczytaniu kilku maili odniosłem wrażenie, że zamieściliśmy ogłoszenie do biura matrymonialnego. Widząc spinacz, świadczący o tym, że w mailu jest załącznik spodziewałem się CV i/lub listu motywacyjnego, a co ujrzałem? Zdjęcie autora/właściciela/kandydata (niepotrzebne skreślić). No cóż, bywa i tak.


Google Chrome OS – czym jest/czym nie jest

Może zacznę od tego, że udało mi się przetestować nowy system operacyjny Google‚a. System Google Chrome OS jest tym, czego na pewno nie mają inne systemy operacyjne, a zarazem nie ma tego, co posiadają inne systemy. Po pierwsze Google Chrome OS jest, jakby to powiedzieć – przeglądarką internetową. Poza oczywistymi możliwościami przeglądarki Googole Chrome (czy też Chromium), to system w obecnej fazie rozwojowej nie posiada praktycznie nic. Możemy zmienić mu godzinę, poprzestawiać kilka opcji (które powiązane są z przeglądarką internetową), no i… przeglądać internet, bo nie da się tego systemu nawet wyłączyć.

To, że Google Chrome OS oparty jest na jądrze systemu Linux wie  zapewne każdy, ale czy zdajecie sobie sprawę, że twórcy postawili sobie dosyć fajny cel tworząc ten system?! Po pierwsze sami postanowili stworzyć system, który posiada to, co obecnie większości internautów jest niezbędne – przeglądarkę internetową i stabilność. Jak wynikało z pewnego demonstracyjnego filmiku stworzonego przez Google, większość czasu internauci spędzają właśnie „w” przeglądarce internetowej. Mniej czasu grając, użytkując inne programy. Po drugie, system ten tworzony jest głównie z myślą o przenośnych urządzeniach klasy netbook, a największym celem jest fakt iż system będzie można przenosić na kartach SD – czyli coś w stylu znanego nam choćby z Ubuntu LiveCD, którego możemy sobie stworzyć na urządzeniach przenośnych.


Vista nie jest taka zła

WindowsVistaLogoDobra, przyznaję – byłem wielkim wrogiem systemu Windows Vista, ale jak to się mówi: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Obyłem się nieco z tym systemem i nie jest tak źle, jak to się wydawało. Nie mogę powiedzieć, że przyzwyczaiłem się do tego systemu, bo wciąż odnoszę wrażenie, że XP był bardziej dopracowany pod kątem funkcjonalności, no ale… jest to coś nowszego. Na pewno nie zaszkodzi mi korzystanie z tej wersji okienek. Może i mi to na dobre wyjdzie?!

Wciąż sądzę jednak, że jest to system, którego (gdybym miał kupić) omijałbym szerokim łukiem, ale dlaczego, skoro go mam uważam, że nie jest taki zły, z jakiego go uważałem?


Zaproszeń porcja kolejna…

Tym razem nie 12, a aż 30 ( :!: ) zaproszeń Google uraczyło mi udostępnić do rozdania. Oczywiście, tak jak w przypadku wpisu Zaproszenia do Google Wave, tak i tym razem rozchodzi się o zaproszenia do usługi Google Wave. Z tą jednak różnicą, że teraz posiadam ja tych zaproszeń aż 30! Chętnych zapraszam do obwieszczania chęci otrzymania zaproszenia w komentarzach :) .


Zaszczyt mnie kopnął – czyli o NKTalk

ntalk-ikonaNiezbadane są wyroki Boskie – tak było w przypadku NK.pl. Nie zgłaszałem się do testów ich nowego komunikatora, ba… nawet nie rozważałem, by w nich uczestniczyć. Tymczasem NK.pl mnie zaskoczyło pozytywnie negatywnie. Trudno jest sprecyzować uczucie, jakim wypełniła się dusza ma w chwili ujrzenia tajemniczego komunikatu w momencie wejścia na ten portal społecznościowy.

Nie było to zaproszenie, nie były to jakieś durne spamy/spimy rozsyłane przez użyszkodników śledzia. Co zatem przywitało mnie i tak nad wyraz mnie zaskoczyło? Ano… zaproszenie do uczestniczenia w beta testach nowego gadżetu na NK.pl. Mowa oczywiście o tym słynnym komunikatorze, na którym nikt od czasów powstania samej inicjatywy nie pozostawił suchego kabla (to się wyolbrzymienie nazywa).