Miesięczne archiwum: Kwiecień 2009

Przymusowe badania dla kierowców?

Nie wydaje Wam się czasami, że kierowcy w pewnym okresie wieku powinni zostać poddani badaniom lekarskim, które miałyby na celu sprawdzenie, czy dana persona może nadal kierować pojazdem? Wg mnie – tak, powinny być tego typu padania. Uważam, że dolną granicą, od której takie badania powinny się zaczynać to 55 lat i corocznie powinny się odbywać takie badania po przekroczeniu owej granicy wiekowej. Dlaczego? Ano ze względu na bezpieczeństwo – zarówno osoby kierującej, jak i publiczne.

Doskonale zdaję sobie sprawę, że osoby młode kierują się brawurą, często jeżdżąc jak najszybciej, by tylko poczuć adrenalinkę ;) , ale taka siła rzeczy, jednak jeżdżą stosunkowo ostrożnie (no, nie zawsze i nie wszyscy…), w przypadku osób w podeszłym wieku jest nieco gorzej, bo i refleks jest nie ten, co kiedyś i wzrok i słuch… wiele czynników wpływa na bezpieczeństwo jazdy, dlaczego więc nikt nie wpadł do tej pory na pomysł tych badań? Nie mówię tu, by osoby te poddawane były takim samym badaniom, jak zdrowy, młody człowiek, by kryteria oceniania były równie surowe, wiadomo… określić dolną granicę, po której przekroczeniu zabiera się prawko.

Kolejnym argumentem przemawiającym za, jest fakt iż ludzie ci często jeżdżą „na pamięć”, czyli nie zwracając uwagi na znaki drogowe, po prostu wyuczyli się, jak się poruszać po drodze/mieście i to jest chyba najgorsze z tego wszystkiego – nie bronię tu oczywiście młodych, nie chcę być postronny, ale w większości przypadków, z jakimi miałem do czynienia spacerując, czy też jeżdżąc po mieście to właśnie osoby starsze, które np. pchają się pod prąd, bo droga jeszcze 2 tyg. temu była drogą dwukierunkową, czy też wymuszają pierwszeństwo nie zwracając uwagi na znaki drogowe.


(kolejny) mini-maraton Linuksowy

linuxW przeciągu kilku tygodni postanowiłem ponownie dać się przekonać Linuksowi, tak by mieć koło Windows‚a drugi system. Wybór nie był prosty, gdyż mnogość dystrybucji Linuksowych wcale nie pomaga w wyborze tej odpowiedniej. Z jednej strony liczy się stabilność, z drugiej zaś Linux słynie z efektów Compiz‚a (Gnome), oraz Kwin‚a (KDE) – bacząc jednak na same efekty, stawiałbym jednak na KDE. Wybór dystrybucji do przetestowania zawęziłem do tylko kilku pozycji, które BARDZO chciałem sprawdzić na własnej skórze, tym sposobem pozostały mi:

  1. Ubuntu
  2. Kubuntu
  3. openSUSE (KDE)
  4. Fedora (Gnome)

Dlaczego akurat te dystrybucje? Sam nie wiem, może dlatego, że najwięcej o nich zawsze słyszałem. Po tym „teście” doszedłem do wniosku, że pomimo faktu, że bardzo podobało mi się środowisko Gnome, tak po tym teście stałem się zwolennikiem KDE, gdyż przypadła mi do gustu „Plasma”, jak i fakt, że w chwili powstania jakiegoś błędu nie wiesza się system tylko wyłącza się sama „plasma” po chwili włączając się ponownie i powracając do dawnego stanu. Poza tym… jest ładne, jest estetyczne, jest… jest inne niż Gnome. Opiszę pokrótce swoje przeżycia z tymi dystrybucjami.


A czy Twój PC jest „czysty”?

Czysty, zadbany, bez wirusów, bez śmieci, bez spyware… jakkolwiek byś nie tego nie nazwał drogi czytelniku chodzi o to samo – czy dbasz o swój komputer; czy Twój system jest zadbany. Oczywiście czystość systemu przekłada się na jego funkcjonowanie, oraz prędkość działania. Wbrew pozorom, to czy dbasz o swój system ma wielki wpływ na jego humory, jak i również ma ogromny wpływ na bezpieczeństwo przechowywanych danych. Oczywiście system możemy zapaskudzić sami, nie jest powiedziane, że tylko wirusy, spyware, czy inne tego typu śmieci spowalniają nasz komputer – my, jako użytkownicy w mniejszym, lub większym stopniu również wpływamy na sposób funkcjonowania naszego blaszaka. Czy kiedykolwiek zastanawiał się ktoś z Was nad tym by zadbać o system zamiast ciągle narzekać na to, że wolno się włącza, że się „krzaczy”, że się wiesza, że pokazuje błędy, że… może czas najwyższy wziąć się za jego oczyszczenie i pójście z nim do „salonu odnowy biologicznej”? Czas najwyższy zacząć reagować na objawy, którymi nasz PC chce nam pokazać, że coś go boli. We wpisie tym postaram się Wam przybliżyć nieco sposób zadbania o blaszaki.


Po co komu „Prima Aprillis”?

Po co komu to święto? Po co ono w ogóle jest? Jak ktoś lubi się śmiać, to śmieje się cały rok i robi dowcipy, a nie czeka cały rok, by 1 kwietnia się na kimś wyżyć i wyśmiać go. Poza tym samo pochodzenie „święta” jest dziwne; z tego, co znalazłem na Wikipedii wynika, że Prima Aprillis z łaciny to 1 kwietnia, dziwi mnie to, gdyż:

  • pierwszy z łac. to prior, prius
  • kwietnia nie odnalazłem, ale już po samym pierwszym widać, że coś nie halo.

Natomiast jeśli szukamy w słowniku Włoskim odnajdujemy:

  • pierwszy = Primo
  • kwiecień = Aprile

Co prędzej składa się na nazwę Prima Aprillis niż łacińskie, czyż nie?

Ale mniejsza. Po co to komu jest, eh! Darujcie sobie to święto, tak samo, jak i śmieszne walnientynki, które są tak skomercjalizowane, że to nie jest już święto zakochanych, tylko święto sprzedaży jak największej ilości badziewia.

Edit:

Ale się komuś żarcik udał… za cholerę nawet nie wiem kto to i skąd.

mwsnap_-2009-04-01-22_34_02